wtorek, 27 października 2015

Nominacja do LA :)

Jestem naprawdę szczęśliwa, że mogłam zostać nominowana do czegoś takiego. Dziękuję, ludziku!
Kiedy Rosalinda Narcyza Malfoy mnie nominowała dostałam ataku radości. PS. Tu macie jej bloga: http://milosc-dramione-forever.blogspot.com/ :)
No dobrze, nie przedłużajmy i przejdźmy do pytań.
Uwaga: mam dwie natury i będę odpowiadać na każde pytanie dwa razy. Raz krótko i głupio a raz na poważnie. Od razu mówię, że odpowiedzi a) będą z lekka downowate.
Zostaliście ostrzeżeni.

1. Czytałaś lub oglądałaś "Władcę Pierścieni"?
a) Taaaaaak i kocham Pippina!1!1!1!1!1 LOVELOVELOVE!!!!!!!!*
b)"Władzio Pierdzieli" jest książką, którą przeczytałam w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Miałam wtedy świra na punkcie Śródziemia i ogólnie to moim największym marzeniem było zostać hobbitką. Moją miłością był wtedy... Pippin. Tak, kochałam go bardziej niż Harry'ego.Porzuciłam Pottera dla jakiegoś bardzo niskiego i (chyba) niedorozwiniętego ziomka. Nie pytajcie się mnie co, jak i dlaczego bo nie wiem!
*Poprawka: kochałam.

2. Jakiej postaci nie lubisz w sadze HP? Dlaczego?
a) ZABIĆ RONA! Patelnią go, siekierą, łopatą, motyką, kijem, poduszką!!!!!!!!
b) Chyba nie lubię Rona.
Poprawka, na pewno nie lubię postaci Rona. Dla mnie jest zbyt mało inteligentny i nie pasuje do Hermiony. Nie miał odwagi, aby zaprosić ją na bal a kiedy zrobił to Krum to urządzał jej sceny zazdrości. Poza tym nie akceptuję takiego zachowania, jakie reprezentował sobą w siódmej części. Według mnie on i Hermiona zostali trochę na siłę połączeni.
No dobrze, może nie byłam obiektywna. Według mnie Dramione foreva i amen koniec kropka.

3. Ile masz lat?
Ta, podstawowe pytanie.
a) A $%&*@ cię to obchodzi!!!!!!!!!
b) A można na nie nie odpowiadać? Bo jak udzielę odpowiedzi, to mi wyświetlenia spadną. :D (to był słaby żart. Nie zależy mi na wyświetleniach.)
Okej, okej, okej, okej, okej.
Mam dwanaście lat.
I pół.
Jestem w wieku dwunastu i pół lat, pasuje? ;)

4.Jaki jest Twój ulubiony przedmiot szkolny?
a) SPALIĆ SZKOŁĘ RAZEM Z RONEM!!!!! PATELNIĄ, SIEKIERĄ, ŁOPATĄ, MOTYKĄ, KIJEM, PODUSZKĄ!!!!!
b) Eliksiry. Kocham "snejpa" i jego stronniczość, poza tym wrzucanie kawałków tego i owego by stworzyć magiczny napój wydaje się być ciekawe. Taka jakby ciekawsza chemia.
A z mugolskich to maj fejwrit sabdżekt is inglisz.

5. Gdybyś trafiła do Hogwartu to w jakim domu byś była?
a) W, kuźwa, Hufflepuffie! Niech ziemniaki będą z tobą!
b)Nie no. W Slytherinie, of kors.

6. Co myślisz o parze Ron\Hermiona?
a) SPALIĆ ROMIONE RAZEM ZE SZKOŁĄ I RONEM!!!!! PATELNIĄ, SIEKIERĄ, ŁOPATĄ, MOTYKĄ, KIJEM, PODUSZKĄ!!!!!
b) Nie owijając w bawełnę powiem napiszę: Nie lubię jej. Z powodów wymienionych wyżej. (patrz punkt 2 odpowiedź b))

7. Jaka jest twoja ulubiona pora roku?
a) MAM TĘ MOOOC, MAM TĘ MOC...!
Zima. Naoglądałam się "Krainy Lodu" i zakochałam się w tym filmie. Poza tym zawsze jest mi gorąco, w wyniku czego od kiedy pamiętam lubiłam jeść kostki lodu. Najlepiej prosto z zamrażarki, mniam!

8. Ulubiona piosenka?
a) BeJbE, BEJBE,bEjBe, ooooooooooł....
b) Adele "One and only" chociaż ostatnio pcha mnie też do "I can't make you love me".

9.Co myślisz o "Grze o tron"?
a) SPALIĆ "GRĘ O TRON" RAZEM Z RONEM, SZKOŁĄ I ROMIONE!!!!!!!! PATELNIĄ, SIEKIERĄ, ŁOPATĄ, MOTYKĄ, KIJEM, PODUSZKĄ!!!!!
b) Nic. Nie czytałam ani nie oglądałam. Ale kto wie, może kiedyś?

10. Jak oceniasz mojego bloga?
8\10. Kilka rzeczy jest do poprawki, ale jest bardzo dobrze! Pisz dalej! :)

Sama nominuję dwie cudowne dziewczyny, które pozwalają mi wierzyć w mojego bloga i w to, że warto pisać. Dziękuję Wam.
https://www.wattpad.com/story/49593132 - co prawda na Wattpadzie ale warto zrobić coś takiego. Najwyżej się nie zgodzi, ryzyk fizyk :)
http://blueroseffhp.blogspot.com/  - ta raczej się zgodzi :)
http://magiczny-swiat-rachel-trust.blogspot.com/ - A ta jest NIEOBLICZALNA. :D Ogólnie jest tak: MonaVeerax3 rzeczna
Tududududududu
Jest  niebezpieczna
Mała prywatna: wybacz mi za ten głupi wierszyk, musiałam. ;)
A oto moje pytania: :)

1. Twoje imię? Masz jakieś ksywki, przezwiska?
2. Ile masz lat? (to też musiałam)
3. Twoje hobby oprócz pisania to...?
4. Twój "monsz" (chyba, że wolisz "rzony" :D)?
5. W jakim domu byłabyś w Hogwarcie?
6. Co lubisz żreć?
7. Czy istnieje słowo, czynność lub zdanie, którego nadużywasz? (Dla przykładu: często wplatam angielski w moje wypowiedzi i mówię "Oł". A czynnością jest nieodkładanie rzeczy na swoje miejsce)
8. Draco czy Harry?
9. Na ile oceniasz mój blog?
I uwaga... Pytanie najważniejsze:
Uwaga...
.
.
.
.
.
10.
LUBISZ PLACKI? :D







niedziela, 25 października 2015

Rozdział piąty: Szlama łopatozębna pospolita



------------------------------------------
Witam, witam i o zdrówko pytam :)
Nie było mnie aż przez tydzień. Nagły odpływ weny, przepraszam. 
Zacznijmy może od parafialnych. 
JESTEM Z WAS DUMNA! Zebraliśmy tyle komentarzy, że skaczę ze szczęścia. 
Dziękuję wszystkim użytkownikom (w tym Anonimkom), którzy je dodawali. 
Kocham was. 
Rozdział jest już wklejony więc nie przedłużając - "Pamiętnik" welcome to :)
Dzisiejszy rozdział z dedykacją dla MonaVeerax3 :) 
Byłaś pierwszą osobą dodającą regularne komentarz i za to masz Order Merlina! 

                                                       ------------------------------------------
I had a dream the other night
‘Bout how’d we only get one life
Woke me up right after two
Stayed awaken, stare at you
So I won’t lose my mind

I had a week that came from hell
And yes, I know that you could tell
But you’re like net under the ledge
When I go flying off the edge
You go flying off as well

And if we only die once
I wanna die with…

OneRepublic – Something I need
Ból. Panika. Ogień. I ona, biegnąca przez pole z koszmarnym uśmiechem.
Krzyczałam, ogarnięta wielkim strachem a mój krzyk mieszał się z wieloma innymi, których jednak nie potrafiłam zidentyfikować. Po mojej twarzy lały się łzy, ale ja na to nie zważałam.
Moje życie się skończyło.
 Czułam, że jakaś część mnie umarła, że została pochłonięta przez ogień, który był wszędzie dookoła i myślałam, że ten pochłonie wkrótce moje ciało. A byłam przecież jeszcze taka młoda!  
Jakimś cudem nie martwiłam się o to tak bardzo, jak zasmucał mnie ten fakt, że nie mogę zginąć za moich przyjaciół.
Było mi tylko źle, że tego, kogo najbardziej potrzebuję nie ma obok mnie, ze mną.
Chciałam, żeby to wszystko się skończyło i żebym wreszcie mogła umrzeć w spokoju.
Zamknęłam oczy... Ale w głowie wciąż słyszałam ten upiorny śmiech.
W oddali widziałam sylwetki Harry’ego, Rona i Ginny, którzy krzyczeli coś do mnie. Tak bardzo chciałam podbiec do nich, przytulić i cieszyć się nimi...
Ale nie potrafiłam. Stałam twardo przytwierdzona do ziemi.
Nawet nie zauważyłam, że tuż w moją pierś trafiło zaklęcie. Nie zmartwiło mnie to wcale – optymistycznie patrzyłam w przyszłość, która miała ofiarować mi nowe i lepsze życie. Byłam pewna, że umieranie nie boli. W końcu to tylko jedna setna sekundy, mniej niż mrugnięcie.
Spojrzałam po raz ostatni na niebo a nade mną błyszczały gwiazdy. Starałam się zapamiętać ten widok.
Żegnaj – pomyślałam.
Poczułam, że moja dusza opuszcza ciało i wznoszę się w górę , do lepszego świata w którym nikt nie cierpi, gdzie nie istnieje ból i cierpienie i nieznana jest wojna.
Rozpadam
Się
Na
Kawałki...
{*}
Obudziłam się około drugiej nad ranem, nie mogąc złapać tchu ani nawet przypomnieć sobie kim i gdzie jestem. Wiedziałam tylko jedno: że w Hogwarcie wydarzy się coś strasznego.
Bałam się. Nawet teraz nie potrafiłabym określić, czego konkretnie. 
Próbowałam złapać oddech, pragnąc zapomnieć. Spokojnie, to był tylko sen. Teraz mogę przewrócić się na drugi bok i zasnąć. Wszystko będzie dobrze.
Pośród tego całego chaosu w mojej głowie, wiedziałam jedno, jakby ten sen mnie oświecił i pozwolił zrozumieć sens istnienia: Mamy tylko jedno życie. I nie możemy go zmarnować, nie pozwalając sobie żyć pełnią.
Bo kiedy przyjdzie nam je stracić dopiero wtedy je docenimy.
Popatrzyłam jeszcze na zegar z kukułką – była druga w nocy.
Dwanaście godzin temu byłam w nieużywanej klasie z Draconem Malfoyem, skazana na jego towarzystwo. Świeciło słońce a na w pomieszczeniu słychać było radosne śmiechy uczniów bawiących się na błoniach.
Jak dobrze było być dzieckiem... Beztroskim, radosnym i niemartwiącym się o losy tego świata.
Nie mogłam zasnąć, myślałam więc o różnych rzeczach i osobach, nucąc pod nosem. Tak, to był piekielnie ciężki tydzień i sądzę, że odbiło się to na moim zachowaniu. I nie chodzi mi teraz o Harry’ego, Rona czy Rudą.
Miałam na myśli Malfoya. Potraktowałam go w naprawdę niemiły sposób, wręcz oschle.
Może to była pora zakopać już topór wojenny?
Tej nocy nie zmrużyłam więcej oka.
{*}

Kiedy wreszcie zwlekłam się z łóżka, aby ubrać się i uczesać (spakowałam się wieczorem) byłam kompletnie pozbawiona energii.  Zastanawiałam się, czy nie ukraść z kuchni odpowiedniego eliksiru ale stwierdziłam, że muszę wytrzymać jakoś tą nieprzespaną noc. Nie takie rzeczy się już robiło.
Schodząc na śniadanie byłam pełna niepokoju i miałam okropne przeczucie, że wszyscy mnie obserwują. Czułam na sobie wzrok Parvati i Lavender a na siadając przy stole kątem oka zauważyłam, że Draco Malfoy i Blaise pokazują mnie palcami innym Ślizgonom.  Poza tym widziałam, że Harry patrzy na mnie z coraz większą troską i powoli zaczęłam zastanawiać się, jak mogłabym wybyć z Wielkiej Sali w sposób, który nie budziłby żadnych podejrzeń.
Zaraz... Czyżbym próbowała opuścić lekcje?
W poniedziałek? Pierwszy i najważniejszy dzień tygodnia?
Nie poznaję sama siebie...
- Hermiono, czy na pewno wszystko w porządku? Dziwnie wyglądasz.
Spojrzałam z ociąganiem na Rona.
- Tak, jest dobrze. Dziękuję, Ron – powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.
Cudownie. Czeka nas teraz transmutacja, dwie godziny eliksirów (w tym z Malfoyem), numerologia a po niej przerwa na lunch. Następnie jeszcze historia magii.
To będzie pracowity dzień – myślałam, kierując się w stronę klasy do transmutacji.
Nagle jednak zauważyłam, że Snape przywołał mnie gestem do siebie i zrezygnowana podeszłam do niego.
- Panno Granger, jako korepetytor jest panienka zobowiązana do siedzenia obok pana Malfoya podczas posiłków. Co więc panna robi przy stole Gryffindoru?
Poczułam, że za chwilę mogę wybuchnąć ale postanowiłam jednak się bronić.
- Nie powiedział mi pan tego. Skąd mogłam wiedzieć? – odparłam obronnym tonem.
- Granger, za twój arogancki ton i niewypełnienie obowiązków Gryffindor traci piętnaście punktów.
- Ale... Dlaczego?
- Bez dyskusji. Na następnym posiłku proszę siedzieć przy panu Malfoyu – rzucił na odchodne Snape.
Dzięki temu cudownemu akcentowi spóźniłam się na pierwszą lekcję.
Z duszą na ramieniu weszłam do klasy, modląc się aby McGonagall nie odjęła mi żadnych punktów. Na szczęście tym razem mi się udało a przemienianie jeżozwierza w szczotkę poszło mi całkiem dobrze (Harry’emu i Ronowi może trochę mniej). Nie dostałam więc zadania domowego, co w pewien sposób mnie ucieszyło. Przynajmniej będę miała trochę więcej czasu dla siebie... A może nawet będę mogła go odespać.
Jednak prawdziwe piekło miały przynieść dopiero eliksiry. 
Zacznijmy od tego, że Slytherin uzyskał dziesięć dodatkowych punktów za ustawienie się przed salą.
Tym razem Snape miał również bardzo dobry humor, co objawiło się tym, że musiałam pracować z Milicentą (Harry posłał mi współczujące spojrzenie) i Zabinim.
Kiedy przeciskałam się między ławkami do swojego stanowiska starałam się ignorować Malfoya, który wymachiwał mi przed nosem moją nieudaną karykaturą z podpisem: „Szlama łopatozębna pospolita”.
 Wreszcie stanęłam przy kociołku, spoglądając na instrukcję przyrządzania Eliksiru Humoru.
- Witaj, Granger – wyszczerzył się do mnie Zabini. – Jak mija dzień?
Nie odpowiedziałam, zbyt dumna by z nim rozmawiać.
- „Szlama łopatozębna pospolita, głucha” – zarechotała tubalnie Buldstrode.
- Milicento, nie widzisz, że Hermionie jest przykro? – powiedział Blaise takim tonem, jakby mówił do wyjątkowo tępych mugoli w przedszkolu.
- Zakochałeś się, Zabini?
-Nie, po prostu maniery nakazują mi być w miarę miłym, jeśli pozwala na to sytuacja – powiedział, patrząc znacząco na mnie.
- A może po prostu zaczniecie siekać kwiatu bzu na eliksir? Czas ucieka! – przypomniałam.
- Cudowny pomysł – rzucił uprzejmie ślizgon.
O dziwo nawet Milicenta się przymknęła. Później mogłam spokojnie zwiększyć temperaturę wywaru i dodać ogony salamandry, jednak cały czas analizowałam sytuację.
Primo: Dlaczego Milicenta słuchała się Zabiniego?
No tak, był prefektem na miejsce Malfoya, którego ostatecznie zdegradowano z wywyższanie się i niesprawiedliwość.
Secundo: Dlaczego Blaise wydaje się być taki uprzejmy?
Cóż, w końcu jest ślizgonem, co oznacza spryt. A mądry taktyk wie, że ludzie mądrzejsi często pozostają na drugim planie... Czyli Zabini po prostu pozwolił mi przejąć ster, wyłącznie dla mojej przyjemności. Podziękowałam mu w duchu.
Nagle zauważyłam, że jednak muszę go poinstruować.
- Mmm, Zabini? Krzywo siekasz korzonki... – wydukałam niepewnie.
- „Szlama łopatozębna pospolita, głucha, wstydliwa” – zarechotała ponownie Milicenta.
Blaise taktownie zignorował Buldstrode.
- W takim razie możesz pokazać mi, jak to się robi?
Zgodziłam się z entuzjazmem. Z wyjątkiem Malfoya lubiłam uczyć innych.
- A więc musisz wziąć srebrny nóż w ten sposób... I siekać wzdłuż, o tak.
- W ten sposób, Granger?
- Nie – mruknęłam cicho. Jedynym sposobem pokazania Blaise’owi siekania korzonków było...
No dobrze.
W pierwszej klasie wraz z Harrym i Ronem pokonałam Diabelskie Sidła.
W drugiej odkryłam tajemnicę Bazyliszka.
Na trzecim roku pomogłam wskrzesić Hardodzioba i między innymi dzięki mnie niewinny Syriusz Black uciekł przed Pocałunkiem Dementora.
W czwartej klasie starałam się doprowadzić Harry’ego do rozwiązania zagadek Turnieju Trójmagicznego.
Rok później walczyłam ze śmierciożercami w Ministerstwie Magii.
Potem znowu spotkałam się na polu walki z poplecznikami Voldemorta.
 No i pomogłam odnaleźć i zniszczyć horkruksy...
A teraz bałam się po prostu chwycić dłonie Zabiniego i pokazać mu, jak kroi się cholerne korzonki.
Podeszłam więc do niego bliżej i po prostu chwyciłam jego ręce w swoje i przesunęłam nożem po składnikach, przyciskając lekko.
Kiedy odsunęłam się od Blaise’a ten uśmiechnął się do mnie a był to uśmiech, który wyrażał podziękowanie i napawał dziwnym spokojem.
Kątem oka zauważyłam, że obserwuje to wszystko Ron. Posłałam mu przepraszające spojrzenie.
W końcu nie miałam innego wyjścia, prawda?
Nagle zza moich pleców znikąd pojawił się Snape, który zamieszał powoli w naszym kociołku.
- Mikstura nie jest dokończona. Minus pięć punktów dla Gryffindoru, Granger.
- Panie profesorze – powiedziała Milicenta patrząc prosto na mnie – bo Granger podrywała Zabiniego, hehe...
- A więc panienka Granger musi być naprawdę mocno zdesperowana, skoro bierze się za kogoś takiego jak Zabini. W takim razie dodatkowe minus pięć za rozpraszanie się na lekcji.  A teraz się rozejść.
- „Szlama łopatozębna pospolita, głucha, wstydliwa, słaba podrywaczka” – dobiła mnie tęga ślizgonka.
Tego było za wiele. Sprawdziłam, czy Snape nie patrzy w naszą stronę i...
- Jęzlep – błyskawicznie rzuciłam zaklęcie. Zemsta jest słodka – myślałam, idąc na Starożytne runy.
Ta lekcja minęła mi bardzo szybko i udało mi się zarobić piętnaście punktów dla Gryffindoru. Idąc jednak przez korytarz w Wielkiej Sali wiedziałam, że teraz czeka mnie najgorsze: usiąść z Malfoyem podczas lunchu. Nie, nie mogę się uprzedzać. Na pewno będzie dobrze.
Zjęłąm miejsce pomiędzy Zabinim a Malfoyem. Ten pierwszy uśmiechnął się do mnie prawie przyjaźnie.
- Witamy szlamę łopatozębną pospolitą. Podobał ci się mój rysunek, Granger? Jeśli chcesz możesz dostać go na Walentynki, pod warunkiem, że będziesz bić mi pokłony przez, powiedzmy kilka lat – powiedział złośliwie Malfoy, a z jego twarzy nie schodził drwiący grymas.
- Bardzo chętnie. Jak było na transmutacji?  - postanowiłam zrobić to samo co Blaise. Być w miarę uprzejmą, jeżeli pozwala na to sytuacja.
- Cholernie źle. McSztywna się mnie uczepiła i odjęła punkty Slytherinowi... A ciebie nie powinno to interesować.
- Jestem twoim korepetytorem, Malfoy. Muszę to wiedzieć albo zawiadomię dyrektora. – powiedziałam swoim słynnym Tonem Pani Prefekt.
- Nie odzywaj się tak do mnie, nie jestem Wieprzlejem albo Bliznowatym... A oni chyba tęsknią za tobą, prawda? – wskazał palcem na moich przyjaciół.
- Minus pięć punktów dla Slytherinu za twoją arogancję.
- Jeszcze jeden taki tekst... A zobaczysz, Granger. Nie ze mną te twoje kujońskie numery. – wysyczał Dracon. Wyglądał na zdenerwowanego.
- Co mi zrobisz, Malfoy?
- Nic tak strasznego... Po prostu ustawię cię trochę do pionu – mruknął, a drwiący uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Niebezpieczny wariat – przemknęło mi przez myśl. Sadysta.
A przecież ostatnio wydawał mi się taki ludzki... Jakby zapomniał, że mnie nienawidzi i jesteśmy wrogami od pierwszego roku. Czyżby Malfoy obawiał się pokazać swoją prawdziwą twarz?
- Coś się stało, Hermiono? – usłyszałam głęboki, miły głos z nutką troski. Rozejrzałam się. Aha, widocznie Blaise awansował ze stopnia „Gentleman” do rangi Supermiłego.
- Wszystko dobrze – uśmiechnęłam się wymuszenie.
Poczułam, że ktoś przysuwa sobie mój talerz i nakłada na niego porządną porcję jedzenia.
- Masz, Granger – powiedział jadowicie Malfoy. – Jak nie będziesz się wymądrzać i zaczniesz wreszcie jeść to może będziesz w miarę znośna.
- Dziękuję. Chyba nie muszę ci się kłaniać, co Malfoy?
- Nie miałbym nic przeciwko temu.
{*}
Reszta dnia minęła mi w miarę spokojnie, poza tym mogłam wreszcie odpocząć od Ślizgonów. 
Byłam nawet tak wspaniałomyślna, że zgodziłam się znów przegrać w makao. Naprawdę wolę to niż bliskie spotkania z Malfoyem.
Tego wieczora miałam ochotę iść wykąpać się do Łazienki Prefektów. Skierowałam swe kroki prosto w jej stronę, niestety była zajęta.  A pod jej drzwiami stała blada postać o smukłej sylwetce i blond włosach...
Przed Łazienką Prefektów stał Draco.
- Co tu robisz? – rzuciłam. – Powinieneś być już w łóżku, Malfoy.
- Czekam na swoją kolej w łazience. Nie zauważyłaś, Granger? – spytał lodowatym tonem.
- Przypomnę ci uprzejmie, że nie jesteś już prefektem. Wyrzucono cię.
- Co z tego? Mam pozwolenie Zabiniego. A ty oczywiście wtykasz nos w nie swoje sprawy.
- Mam odjąć jeszcze kilka punktów Slytherinowi, Tchórzofretko? – spytałam. Teraz, gdy Draco pozbawiony był władzy mogłam odejmować mu punkty bez końca. I, szczerze mówiąc, miałam na to wielką ochotę.
- Nie zrobisz tego. – zaśmiał się Malfoy.
- Minus pięć punktów...
Z tamtego momentu pamiętam tylko jedno: że coś złapało mnie za włosy, odchylając  mi głowę do tyłu. Przy mojej twarzy widziałam drwiący uśmiech Malfoya.
- Już nigdy nie pozwalaj sobie na takie słowa wobec mnie. Rozumiesz, Granger? – powiedział nadzwyczaj spokojnie.
- Puść mnie... To boli – pisnęłam.
- Przepraszam – wypluł z siebie to słowo, jednak rozluźnił zdecydowanie chwyt.
W mojej głowie kołatały się najczarniejsze myśli. Co Malfoy może mi zrobić? W końcu jest byłym śmierciożercą...
Błagam, błagam, niech coś się stanie, niech ktoś przyjdzie i mnie uratuje... Co mam zrobić?
Nagle jednak drzwi otworzyły się a ja miałam ochotę rzucić się mojemu wybawcy na szyję. Z łazienki powoli wyszedł Zabini, przewiązany ręcznikiem w pasie.
- Co tu się... – powiedział, lekko zdenerwowany.
Wtedy Draco jednym, szybkim ruchem zebrał swoje rzeczy i pierzchnął do łazienki.
Blaise westchnął ciężko.
- Przepraszam cię za niego, Hermiono. Mam z nim porozmawiać?
Nie podniosłam wzroku.
Nie chciałam na niego spojrzeć.
Nie chciałam, by widział moje łzy i zakłopotanie.
Postanowiłam więc wybrać najprostsze rozwiązanie i zrobić to samo, co Malfoy.
Uciekłam.
{*}

                                                     ------------------------------------------
Znowu ogłoszenia :)
Znów może poproszę o dodawanie komentarzy. Nawet tych z krytyką (hejtem też, co mi tam!).
Powiem tak: Te malutkie notki pod rozdziałami są dla mnie cudowne.
Pozdrawiam Was cieplutko i nie dajcie się przeziębieniu. Możecie pić Actimel litrami. Kto wie, jakie będą efekty? ;)
SzachMATylda :).



poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział czwarty: Nieuniknione

A witam, witam :)
Obiecywałam wczoraj, że rozdział będzie.
I jest. Tym razem również ma jakiś swój feler, bo jest krótki ale co mi tam. Przynajmniej da się go czytać.
Tak jak pisałam ostatnio: bardzo proszę o komentarze. Choćby z Anonima.
Nie przedłużając: zapraszam!
------------------------------------------------------------------------------
 Bardzo chętnie, Malfoy – powiedziałam, zbierając swoje rzeczy i otwierając klasę (klucz dostałam wczoraj od profesor McGonagall). Rozsunęłam zasłony, usunęłam kurz z szafek i wzięłam w ręce koszyk z przedmiotami, które mieliśmy transmutować. Wyjęłam z niego małą piłkę i rzuciłam ją Draconowi, który miał dosyć nietęgą minę.
- Co ja niby mam z tym zrobić?
- Transmutuj to. W cokolwiek chcesz, to rozgrzewka.
Jedno machnięcie różdżką i miałam przed sobą bogato zdobiony złoty znicz. Latał koło mojej głowy, trzepocząc skrzydełkami. Ale coś tu nie grało…
 Wiedziałam, że Malfoy poszedł na łatwiznę. Ze wszystkich przedmiotów on wybrał właśnie ten – o kulistym kształcie. Nie zraziłam się jednak i wyciągnęłam z koszyka szczotkę.
- Wiesz co to jest, czy mam ci wytłumaczyć??
Spojrzał na mnie ze swoim drwiącym uśmieszkiem.
- Oczywiście, Granger. To jest przedmiot którego nie używasz, sądząc po twoim wyglądzie.
- Bardzo śmieszne – stwierdziłam, zmieniając szczotkę w jeżozwierza i przywracając ją do pierwotnej postaci. – Teraz twoja kolej, Malfoy.
Ale jego szczotka wykształciła tylko nóżki, wobec czego zaczęła tuptać po ławce.
- Skup się. Oczyść umysł, tego nie da się zrobić inaczej. No dalej, spróbuj jeszcze raz.
- Wzruszające, Granger – rzucił Malfoy, mrużąc powieki i wykonując skomplikowany ruch nadgarstkiem. Tym razem przede mną pojawił się okazały jeżozwierz. Ślizgon machnął różdżką a zwierzę znów było tylko szczotką, którą odłożyłam do koszyka. Kiedy przeniosłam wzrok na niego miał minę pod tytułem: To-było-banalnie-proste. Malfoy patrzył mi w oczy, oczekując co będzie dalej. Poczułam, że nie wytrzymam już tego przenikliwego spojrzenia, dlatego wyjęłam z kosza małą, śpiącą na jego dnie myszkę.
- Będziemy ją transmutować w kota, Malfoy, więc teraz nie możesz rozpraszać się wcale.
- Mysz w kota? Oszalałaś? To na pewno poziom owutemów?
- Tak. A teraz nie odzywaj się do mnie.
Malfoyowi nie udało się przemienić  gryzonia, który tylko porósł rudym futrem.
- Spójrz, Granger. Przypomina Wieprzleja .
Nie wyrzymam. Już nabierałam powietrza, aby powiedzieć, co myślę o nim, wstrętnej tchórzofretce, która śmie obrażać Rona ale Malfoy był szybszy.
- Silencio – rzucił zaklęcie. Ty też się nie odzywaj. I teraz twoja kolej, żeby transmutować tą cholerną mysz, mnie to nie wycho…
 Byłam szybsza. Rzuciłam na niego ten sam czar, ale niewerbalnie.Jego mina  wskazywała na to, że Draco spodziewał takiego obrotu sprawy, bo drwiący uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Przemienialiśmy więc zwierzątko w całkowitej ciszy. Szczerze mówiąc, byłam rozproszona, nie wychodziło mi tak jak chciałam a po każdej kolejnej porażce on uśmiechał się jeszcz szerzej. Miałam wrażenie, że Malfoy wciąż mi się przygląda, że próbuje przejrzeć mnie swoim spojrzeniem na wylot. Poczułam niemiły, elektryzujący dreszcz na plecach. Wdech, wydech… Muszę się uspokoić.
-Zrób to, Granger. No już.
Skąd głos Malfoya w mojej głowie?  Przecież to nie są złudzenia.  Jakim cudem on jest w moich myślach? Chwileczkę, Harry kiedyś się tego uczył. Oklumencja. Tak. Wszystko wygląda na to, że Malfoy ją zna.
Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, słyszałam głos Dracona w mojej głowie… Zamknęłam oczy, pozbyłam się myśli i pomyślałam o myszy, którą miałam transmutować w kota. Kiedy je otworzyłam przede mną na stoliku przechadzał się śliczny, czarno-biały kociak. Stwierdziłam więc, że pora zdjąć z siebie Silencio.
- Wiesz, mam dużo czasu. A ty mi tylko rozkazujesz, włamujesz się do mojego umysłu i Bóg wie, co jeszcze… I chcę widzieć tu kota, no już.
- Przecież masz go przed sobą – na twarzy Malfoya znowu pojawił się drwiący uśmiech, nie obejmujący oczu. Te wciąż pozostawały zimne, jakby zobojętniałe na cały świat i jego piękno…
- Malfoy, uspokój się i transmutuj – rzuciłam, zirytowana.
- A ty mi nie rozkazuj, Granger. Bo to może nie skończyć się dobrze.
- Grozisz mi, Malfoy?
- Nie, uświadamiam ci tylko twoją sytuację… Po jak cienkim lodzie stąpasz.
W jego oku pojawił się złowieszczy błysk. Popatrzyłam na niego… Jego mina nie zdradzała żadnych emocji. A te szare tęczówki spoglądały prosto na mnie. Nagle Malfoy wziął różdżkę i naprawdę szybko przemienił kota z powrotem w mysz. Ta, zdziwiona obrotem sprawy uciekła z powrotem na dno koszyka, w którym ją przyniosłam.
- Zarządzam przerwę – rzuciłam dziarsko.
- Granger, mogę ci zadać pytanie?
No proszę, cóż za uprzejmość.
- Nie.
Malfoy zaśmiał się sucho i podszedł do okna, odwracając się półprofilem.
Na chwilę zamarłam, porażona jego urodą. I możecie pomyśleć o mnie co chcecie, ale wyglądał pięknie wpatrując się w okno, w czarnej szacie z wężem Slytherinu na piersi oraz szmaragdowym krawacie. Jego twarz wciąż miała kamienny wyraz, chociaż miałam wrażenie, że Draco usilnie się nad czymś zastanawia.
Cisza ciążyła w moich uszach. Miałam już jej dosyć, postanowiłam więc przerwać milczenie.
- Dobra, Malfoy. Zadaj mi to pytanie, byle szybko.
- Czy ty się mnie… boisz?
Nagle twarz Malfoya była już tak blisko mojej, że mogłabym tylko wyciągnąć rękę by go dotknąć… A tym razem w jego spojrzeniu było coś, czego nie potrafiłam nazwać.
Współczucie? Czy ktoś taki jak on jest w ogóle zdolny do uczuć innych niż nienawiść?
Tak – szepnął cichutki głosik w mojej głowie.
- Tak – powiedziałam głośno.
Tym razem oczy Dracona złagodniały całkowicie, błyszczały w nich jednak małe, figlarne iskierki...
- Niepotrzebnie Granger. Naprawdę niepotrzebnie.
- Widocznie mam swoje powody... Byłeś śmierciożercą – dodałam, lekko oskarżycielskim tonem. Byłam słaba i nie chciałam stać się kompletnie bezbronna. Muszę zachować przynajmniej te resztki godności, które mi pozostały.
- Nie zdajesz sobie sprawy z tego, co mówisz.
W głosie Malfoya nie było złości ani wyrzutu, był tylko smutek.
- Dlaczego?
- To zbyt skomplikowane.
Uniosłam głowę. Za oknem było ciemno a między nami panowała cisza... Pozwoliłam sobie zagłębić się w myślach, błądząc różnymi szlakami. Draco Malfoy... Człowiek pełen mrocznych sekretów, tajemnic, których wolałabym nie poznać.
Nie wiedziałam wtedy, że już na zawsze zajmie miejsce w moim sercu.
Nie wiedziałam, że już wkrótce uratuje mi życie...
No dobrze. Nie mogę zapomnieć, dlaczego tu jestem. Na pewno nie dla pogaduszek.
- Zarządzam koniec przerwy.
- Świetnie Granger. Powiedz mi, co teraz porobimy? Nie mogę się doczekać – syknął Malfoy.
- Będziemy się pojedynkować, tchórzofretko.
- No to zacznijmy już teraz! Cruc... Pardon, zapomniałem, że szlamy nie tknąłbym nawet końcem mojej różdżki. Poniosło mnie, musisz to zrozumieć...
Poczułam, że zalewa mnie krew. Najpierw pyta się mnie, dlaczego się go boję a potem... Sugeruje, że chciałby mnie torturować. Nie wiedziałam, że jego nienawiść jest aż tak głęboka.
- A więc zrób to, Malfoy. Rzuć na mnie crucio – odłożyłam różdżkę.
-Cholera, kto cię wychowywał, McGonagall? Dorównujesz jej sztywnością i brakiem poczucia humoru! Naprawdę mi uwierzyłaś? Nie byłaś uzbrojona, poddałaś się, poza tym nie przekląłbym ciebie czymś takim tylko dla zabawy.
Cichutki głosik w mojej głowie podpowiadał, że mogę śmiało uwierzyć w jego słowa. Postanowiłam jednak wrócić do zajęć.
- A więc poćwiczymy dzisiaj zaklęcie rozbrajające, które w gruncie rzeczy nie jest skomplikowane, lecz...
W ciągu ułamka sekundy zauważyłam dwie rzeczy: drwiący uśmiech Dracona i fakt, że nie mam różdżki. Za to mój odwieczny wróg trzymał w ręku dwie.
- Granger, rozumiem, że to był jedyny czar, na jaki było stać Pottera gdy walczył z Czarnym Panem ale umówmy się, Expelliarmus jest dziecinnie proste. Rozumiem też, że to jedyne, co przygotowałaś na dziś?
Lekko kiwnęłam głową, wbijając wzrok w podłogę.
- W takim razie na na następny raz przygotuj coś trudniejszego, z łaski swojej. 
- Widzimy się w środę po obiedzie...  – wydukałam, wciąż oszołomiona.
- Zobaczymy, czy będzie mi pasować. Mam ważniejsze rzeczy do roboty niż bawienie się w czary ze szlamą.
I wyszedł, pozostawiając moją różdżkę, na ławce. Oparłam się o stolik, wzdychając ciężko.
Jak ja wytrzymam z Malfoyem dwa semestry?
{*}
Wróciłam do Wieży Gryffindoru wcześniej niż sądziłam. Byłam tam, w nieużywanej klasie nieco ponad godzinę. W Pokoju Wspólnym zastałam jednak tylko Ginny.
- Hej – przywitałam się. – Gdzie Harry i Ron?
- Miałam ci tego nie mówić, ale są na dworze i grają w quidditcha. Popatrz tylko! – to mówiąc, wskazała okno. Wyjrzałam przez nie i zobaczyłam dwie postacie latające na miotłach.
- Dlaczego nie ma cię z nimi?
- Och, po prostu stwierdziłam, że lepiej będzie ćwiczyć zaklęcia dla Flitwicka.
Uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
- Moja krew!
- A co u ciebie, Hermiono? Jak było z Malfoyem i dlaczego jesteś taka zarumieniona?
 Zmieszałam się lekko. To widać?
- A jak mogło być, zastanów się. To znaczy... Trochę się wyzywaliśmy ale było w miarę dobrze... Ale w miarę.
- Następnym razem pozwól mi przyjść na korepetycje i poćwiczyć z nim upiorogacki. Będzie miał jeszcze śliczniejszą buźkę, słowo daję.
- Jeszcze śliczniejszą? Ginny, czy ty sugerujesz, że Malfoy jest przystojny? – spytałam, unosząc wysoko brwi.
- A co? Może nie jest? Hermiono, wyluzuj. Przecież dobrze wiesz, że jestem z Harrym i naprawdę go kocham... Ale i Malfoy nie jest jakimś potworem.
- Z charakteru tak.
Ginny zaśmiała się cicho, trącając mnie w bok.
- Moja krew!
Nie napisałam dużo na numerologię, bo wkrótce w dormitorium pojawili się Harry i Ron, umazali błotem, z kilkoma drobnymi ranami ale uśmiechnięci od ucha do ucha. Nagle jednak Wybraniec przebiegł przez całą długość pokoju, upuszczając miotłę, porwał Ginny z fotela i... Już ich nie było. Po kilku sekundach rozlegały się już tylko ich radosne śmiechy.
- Yyy, cześć, Hermiono – mruknął lekko zdegustowany Ron.  – Wcześniej wróciłaś, ten dupek coś ci zrobił?
Zachichotałam, pomimo wszystko. Ron był taki opiekuńczy... Naprawdę, naprawdę go lubiłam.
- Nie, możesz być spokojny. Masz, transmutuj szczotkę dla McGonagall – odparłam, podając mu przedmiot. Kiedy nasze dłonie się spotkały zauważyłam lekki rumieniec na twarzy Rudzielca, wobec czego uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Po tych kilku sekundach znowu zaczęłam pisać esej na astronomię.
{*}
Reszta dnia minęła nam spokojnie: odrobiliśmy, co mieliśmy odrobić i poszliśmy wspólnie na kolację (Draco Malfoy spoglądał na mnie co chwilę. Wciąż mając w pamięci słowa Ginny starałam się nie rumienić).  Następnie poszliśmy grać w Eksplodującego Durnia. I chociaż tym razem graliśmy drużynami to pociągnęłam swoją taktyką nasz zespół na samo dno, co było nie lada wyczynem, bo w końcu byłam w drużynie z Ronem. Wtedy też wyjaśniła się sprawa zniknięcia Harry’ego i Ginny. Poszli razem na spacer na błonia. Ginny nie omieszkała też wyjawić kilku szczegółów: „Rozmawialiśmy, całowaliśmy się i było nam bardzo wesoło". Tak, ona i Harry byli naprawdę dobraną parą. Patrząc na nich robiło mi się ciepło na sercu.
Kiedy już zamierzałam położyć się spać spojrzałam na moich przyjaciół i trochę zrobiło mi się żal naszej zakochanej pary, bo za swoje zniknięcie podczas popołudnia musieli zapłacić siedzeniem nad książkami dodatkowe dwie godziny. Pomogłam im więc trochę i pożegnałam się z Ronem. Jednak idąc do swego dormitorium zostałam złapana przez Parvati i Lavender.
- Cześć, Hermiono – wyrzuciła z siebie w ekspresowym tempie ta druga - Mamy do ciebie pewną sprawę.
- A mianowicie ja i Lav słyszałyśmy, że udzielasz korepetycji Draco Malfoyowi.
Posłałam im drwiące spojrzenie. A więc to tak. Wiedziałam, że Ślizgon podoba się obu moim koleżankom. Zresztą, komu by się nie podobał?
Harry’emu.
I Ronowi.
Oraz Ginny.
I mi chyba też.
Wróć! Mi na pewno też. Udajmy, że tego nie było. Postanowiłam wrócić do rzeczywistości.
- Tak. I co w związku z tym? – spytałam dość zimno, by pokazać, co sądzę o Malfoyu.
- No wiesz – rzuciła mi znaczące spojrzenie Parvati – Bardzo chciałabym, żeby wreszcie choć spojrzał na mnie... Mogłabyś może coś mu, hm, zasugerować?
- I o mnie coś mu powiedz! O mnie też, koniecznie! – dodała jej bujająca w obłokach przyjaciółka.
- Przykro mi. Nie mogę tego zrobić. A teraz może już pójdę, co?
- O nie – syknęła  Lavender – Powiedz nam, dlaczego, Hermiono. Może po prostu jesteś zazdrosna, co?
Zaśmiałam się ironicznie, zupełnie tak, jak śmiał się Malfoy gdy powiedziałam mu, że nie odpowiem na jego pytanie.  Można powiedzieć, że uczyłam się od mistrza.
- Nie jestem.  Naprawdę, wyobrażacie sobie nie wiadomo co.
- W takim razie powiedz nam! Ale nie możesz tego zrobić, prawda? Bo ukrywasz przed światem to, że podkochujesz się w Draco!
 W tym momencie zaczynałam mieć już tej dyskusji powyżej uszu.
- Dobrze wiesz, że to nieprawda. A jeśli chcesz mu się przypodobać to po prostu z nim pogadaj albo zaproś go gdzieś.
- ...Ty byś chciała to zrobić, prawda? – spytała głosem ociekającym miodem Parvati.
- Nie, dziękuję. A teraz – żegnam i dobranoc.
Rozgoryczona powędrowałam do swojej sypialni. Umyłam się, przebrałam w piżamę i jak to miałam w zwyczaju, przeanalizowałam dokładnie mijający dzień. I co?
Zapomniałam oddać chusteczkę Malfoyowi (O, jak mi przykro).
Wyjątkowo byłam dzisiaj anielsko miła dla moich przyjaciół.  Wyjątkowo.
Przegrałam w Eksplodującego Durnia. I to nie po raz pierwszy.
Wniosek?
Jutro wypożyczam podręcznik i nauczę się taktyki tej głupiej gry.
Pokłóciłam się z Parvati i Lavender. Czy ja stale muszę mieć z kimś na pieńku?
 - Granger, mogę zadać ci pytanie?
- Nie. – przypomniało mi się nagle.
Uśmiechnęłam się lekko i przewróciłam na drugi bok, zamykając oczy. Po kilku sekundach te wszystkie rzeczy: Hogwart, moi przyjaciele, egzaminy, wizyty w Hogsmeade, wzloty i upadki przestały mieć dla mnie znaczenie. Ja ze swoimi myślami byłam już kompletnie daleko – aż tak, że nie zauważyłam, kiedy myśli przemieniły się w sny...
Zdążyłam jeszcze westchnąć cichutko.

A potem już spałam.
------------------------------------------------------------------------
I co? Podobało się, czy może nie?
Opcja A) Tak, podobało się - jeżeli ją wybrałeś, skomentuj :)
Opcja B) Nie, nie podobało się - jeżeli ją wybrałeś to też skomentuj!
Pozdrowienia dla wszystkich czytelników
SzachMATylda :)

niedziela, 11 października 2015

Tylu już nas jest? Komentarze, kolejny rozdział.

Hej, ten wpis jest jednym wielkim ogłoszeniem parafialnym.:)
Zacznijmy od tego, że aktualnie zebraliśmy wspólnie 790 kliknięć! Jestem naprawdę, naprawdę dumna!
Czytaj: do pełni szczęścia brakuje mi już tylko Draco u mego boku i...
I komentarzy.
No właśnie: komentarze. Jest ich dosyć mało, a ich stosunek do liczby kliknięć trochę mnie smuci. Czasem mam ochotę sama walnąć sobie komentarz, tak z anonima. Z czystej litości.
Dlatego naprawdę, naprawdę proszę: jeśli możesz to pozostaw po sobie taki ślad. Może być nawet króciutki, typu "Fajny blog, pisz dalej :)" ale ważne, żeby był... Dlatego zachęcam do komentowania.
Zachęcam? Błagam! Te krótkie notki do dla mnie naprawdę coś baardzo ważnego.
Co do kolejnego rozdziału to przykro mi, pojawi się jutro. Przepraszam. Moja wena uciekła ostatnio do Zakazanego Lasu i nie chce wrócić za żadne skarby świata. Muszę dopisać do niej jeszcze zakończenie.
Jeszcze raz przepraszam. Wpis miał być wcześniej a jest później...
No cóż, wybaczcie.
Miłego wieczoru (dzisiaj Potter w telewizji, na TVN7)!
Dziękuję, że jesteście.
Wasza
SzachMATylda :)

niedziela, 4 października 2015

Rozdział trzeci: Początki tego złego

------------------------------------------------------------------------------------------------
Ogłoszenia parafialne wstawiam po raz pierwszy.
Ten rozdział jest jak na razie największym rozczarowaniem, jednak zdecydowałam się go wstawić. Przykro mi, bo wy, moi czytelnicy z pewnością zasługujecie na coś lepszego. Na swoją obronę mogę powiedzieć, że miałam dwa wyjścia:
a) Zawiesić bloga na parę tygodni i czekać na swoją wenę
b) Opublikować to, co napisałam
Po jakimś czasie zdecydowałam się na wyjście b. Wybrałam mniejsze zło...
 Przepraszam.
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że kolejny rozdział jest trochę lepszy i w dodatku bardzo Malfoyowy (tzn. duuużo Draco :)). Może wkleję go wcześniej dla udobruchania was? :)
Dobrze, nie przedłużając: zapraszam.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
 Po ostatniej lekcji, jaką były moje ukochane starożytne runy wyszłam z klasy. Postanowiłam mieć już to wszystko za sobą i iść prosto do skrzydła szpitalnego, bez niepotrzebnego wchodzenia do dormitorium. W końcu Malfoy to tylko uczeń (sądząc po opowieściach Snape’a marny), nędzna tchórzofretka. Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo się trzęsę. Odwagi, Hermiono.
- Gdzie idziesz? – zawołał jeszcze w nic niewtajemniczony Ron.
- Harry ci wytłumaczy – rzuciłam przez ramię, posyłając mu uśmiech. Źle potraktowałam wczoraj moich przyjaciół i musiałam im to wynagrodzić, ale naprawdę nie miałam czasu.
Idąc korytarzem myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok. Trawił mnie stres niewiadomego pochodzenia. Co się stało, że tak boję się porozmawiać z Malfoyem?
To wszystko stało się w mojej głowie. Z zupełnie błahej sprawy niespodziewanie szybko urosło do rangi problemu. Histeryczka ze mnie i czas to przezwyciężyć.
Zanim się zorientowałam, stałam przed wejściem do skrzydła szpitalnego.
Wstrzymałam oddech, pukając do drzwi…
- Wejść – burknął zimny głos.
Wślizgnęłam się do środka. W całym pomieszczeniu nie było żadnego pacjenta, ba, nawet pani Pomfrey tkwiła w swoim gabinecie. Gdy przeniosłam wzrok na Dracona nie przywitałam się z nim. Po prostu zlustrowałam go od stóp do głów, ponieważ stwierdziłam, że pokonam ślizgona jego własną bronią. Będę udawać chłodną i pewną siebie… Podczas gdy naprawdę byłam skrępowana.
- Granger – Malfoy uśmiechnął się zimno – Co przysłało tu twoją brudnokrwistą osobę?
- Bardzo śmieszne, Malfoy. Naprawdę, szczyt humoru. I nie wyobrażaj sobie zbyt wiele, bo jestem tu dlatego, że Snape mi kazał.
- O co mu znowu chodzi? – spytał obojętnym tonem.
Przygotowałam się na ostateczny pocisk. Zetrę mu ten uśmiech z twarzy.
- Muszę przygotować cię do owutemów. Ze wszystkich przedmiotów.
Uśmiech Malfoya zniknął.
- Przyniosłam ci notatki z całego tygodnia – musiałam zbliżyć się do niego przynajmniej na wyciągnięcie ręki.
- Siadaj, Granger – powiedział nagle, wskazując mały stołek obok jego łóżka. Co mogłam zrobić? Odmowa byłaby dziecinna, wręcz śmieszna. Wydaje mi się, że moje spojrzenie mówiło dużo więcej, niż chciałam.
Spojrzał na mnie, wyraźnie czymś rozbawiony. Wtedy zrozumiałam, że Malfoy ze mną pogrywał: sprawdzał jaki mam do niego stosunek. Miałam nadzieję, że nie odkryje prawdy. Bo szczerze mówiąc, bałam się go. Był kiedyś Śmierciożercą.
Ale Voldemorta już nie ma – podpowiedział cichy głosik ukryty gdzieś we mnie. Racja. Już nic nie grozi osobom o innym statucie krwi, Hogwart znów stał się bezpiecznym miejscem, wszystko jest dobrze… Ale z dziwnego powodu martwiłam się o jutro.
Przeniosłam wzrok na Dracona, który spokojnie przeglądał moje notatki. Wyglądał na chorego. Miał cienie pod oczami i jakby schudł, ale niezaprzeczalnie był przystojny, ze swoimi szarymi oczami i platynowymi włosami, które opadały mu na czoło… Nagle Malfoy spojrzał na mnie ze swoim firmowym uśmieszkiem. Świetnie, teraz wiedział, że patrzyłam na niego. Mam nadzieję, że nie pomyśli o mnie niczego złego… Choć od kiedy obchodzi mnie jego zdanie?
- A więc jesteśmy skazani na siebie, co Granger? – spytał.
- Nie – odparłam twardo. – Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
Malfoy mnie przejrzał.  Wiedział, że nie mam ochoty się z nim spotykać i boję się go. To pewne, bo w jego oczach pojawił się dziwny blask, jakby chciał uspokoić mnie samym spojrzeniem, ale zabrakło mu słów. Albo jakby nie chciał nic mówić aby nie pogarszać sytuacji. Podziękowałam mu w duchu za takt.
- Ciężko ci będzie z… z transmutacją w tym roku – wydukałam mozolnie, wciąż nie wiedząc, co powiedzieć.
- Nie przeczę – na twarzy Dracona znów zawitał kpiący uśmieszek. - Merlinie, wyobrażasz to sobie? Śniadanie z Granger, lekcje z Granger, korepetycje z Granger… Aż boję się, że pewnego pięknego poranka z mojej szafy wyskoczy szlama!
- Chciałbyś – mruknęłam, obliczając, czy zmieściłabym się do szafy Malfoya (przyjmując, że ma taki rozmiar jak ta w pokoju gryfońskich dziewczyn – tak) i zachichotałam cicho, odganiając tę wizję.
- Jak niczego innego, Granger. W takim razie spotkajmy się w niedzielę, w nieużywanej klasie na piątym piętrze, o drugiej. – przypomniał mi, dlaczego z nim jestem tu, w skrzydle szpitalnym.
- A co, jeżeli mi nie pasuje? Może mi coś wypadło…
- W takim razie będziesz musiała odwołać swoje nędzne zobowiązania.
- Cudownie – mruknęłam sarkastycznie.  – Przynieś książki od transmutacji i zaklęć.
- Tak pani profesor. Bo „Ciężko mi będzie z transmutacją w tym roku”, prawda?
Postanowiłam już zostawić go samego sobie, bo działał mi na nerwy.
- Prawda – rzuciłam na odchodnym. – Będzie, Malfoy.
Wyszłam ze skrzydła powoli, zamknęłam za sobą drzwi, zarzuciłam torbę na ramię i…
I wpadłam na kogoś.
- Hermiono! – zawołał Ron Weasley.
Popatrzyłam w jego zatroskaną, piegowatą twarz i pomyślałam, że ostatnio obchodziłam się z nim wprost okropnie. Ogarnęła mnie fala poczucia winy.
- Co ci się stało? Wyglądasz okropnie… To znaczy, eee, wyglądasz dobrze ale tak inaczej niż zwykle, eee…
- Chodźmy stąd – szepnęłam, ciągnąc Rona w stronę Pokoju Wspólnego.  Tak bardzo bałam, się że usłyszą nas w skrzydle szpitalnym… To znaczy, pewna osoba mnie usłyszy a ja nie chciałam stać się jeszcze słabsza w oczach leżącego w pomieszczeniu obok Ślizgona.
- A czemu? – mój przyjaciel był raczej niezorientowany.
- M-Malfoy…
- Co on ci znowu zrobił? Powiedz, a go zabiję, zabiję tego gnojka, który stale zatruwa ci życie!
I wtedy jakby wszystko pękło: pragnęłam się komuś zwierzyć, ale nie miałam takiej osoby, czułam się przygnieciona i przede wszystkim zagubiona, bo będę musiała przeżyć ten rok z podłym, narcystycznym dupkiem, jakim był Malfoy. I wtedy, na korytarzu Ron po prostu słuchał – nie krytykował mnie, nawet mi nie przerywał i pozwolił wylać wszystkie żale, chociaż obwiniałam każdego po kolei: Snape’a, Dracona, Zabiniego, Ginny, a nawet moje lustro w pokoju, bo rano nie musiało mnie przecież krytykować. Kiedy skończyłam objął mnie lekko a ja pod wpływem tego odruchu czułości rozpłakałam się. I tak trwaliśmy przez chwilę, a nasze myśli błądziły po różnych drogach.
- Ron… Ja przepraszam… Byłam ostatnio dla Ciebie taka okropna… - wyszlochałam.
- Ciii… Spokojnie. Już dobrze Hermiono. A co do tego parszywego lustra - trzeba mu zamknąć dziób.  Przecież na pewno wyglądałaś tak dobrze jak zawsze.
- Lustro nie ma dzioba – stwierdziłam inteligentnie. – I nie, nie wyglądałam.
- Mniejsza o to, chcesz iść już do Pokoju Wspólnego?
- Tak… Trzeba wam pomóc odrobić pracę domową z Eliksirów. A Malfoy jest głupią, nędzną i parszywą tchórzofretką – dodałam nagle.
- Dzięki jesteś wielka – Ron wziął mnie lekko za ramię i trafiliśmy wspólnie do Wieży Gryffindoru. Cały czas obrzucałam Malfoya różnymi epitetami, co chyba rozbawiało mojego przyjaciela.
- Hasło? – spytała nas Gruba Dama.
- …głupi gnojek, wyśmiewa się ze mnie i mojego pochodzenia, jak on śmie, pokażę mu, HA, zobaczy jeszcze czym jest gniew Hermiony Granger …
- Dorzuć jeszcze imbecyla, tak go chyba jeszcze nie nazwałaś – powiedział do mnie Ron. – Głodny jestem.
- Co? – rzuciłam tępo, przechodząc przez dziurę w portrecie. Mówiąc szczerze, byłam wtedy jak pijana. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, i gdyby zapytalibyście się mnie wtedy o imię odparłabym bez namysłu, że jestem Draco Malfoy i pragnę dodać, że cofam to wszystko, co mówiłem o Hermionie Granger przez te wszystkie lata.
I chociaż byłam tak rozbita psychicznie i nie wiedziałam, co się ze mną dzieje udało mi się napisać esej na eliksiry Może nie był idealny, ale tylko na to było mnie w tamtej chwili stać. Przy okazji poprawiłam też trzy inne prace. Nagrody może i nie dostałam, ale zostałam prawie uduszona przez Rona i Harry’ego a Ginny wydała z siebie taki pisk, że Krzywołap uciekł do dormitorium chłopaków.
- Biedny kotek – zaczęłam z politowaniem.
- Biedny Harry – stwierdziła Ginny. – Potem ma pełno rudego futra w łóżku i w szafie… Krzywołapek lubi spać w jego łóżku.
- To nie jest śmieszne! – rzucił „Biedny Harry”.
- Jest!
- Nie jest!
- A ty całujesz Świstoświnkę!
- A ty mnie zdradzasz z Krzywołapem!
- STOOP! – ryknął Ron. – Przestańcie gruchać, gołąbeczki i, i…
- Tak, zagrajmy w eksplodującego durnia! – ucieszyła się dosyć głośno Ginny, zeskakując z fotela. Biedny Krzywołap, pewnie ma teraz ochotę wyskoczyć przez okno.
- Nie umiem i nie lubię – rzuciłam. No dobrze, umiałam i lubiłam ale chciałam po prostu wygrać.
- Damy ci fory – zaproponował Ron.
- Mów za siebie – zirytowała się Ginny.
 -Cicho, rudzielcu!
- Kto jest rudy? – spytał nieoczekiwanie Harry.
Dostałam gwałtownego ataku śmiechu.
- TY! – fuknęli jednocześnie Ron i Ginny. Cóż, przynajmniej w czymś się zgadzali.
 Ale ja zgodziłam się, zadowolona, że udało mi się cokolwiek utargować.
Później
Przegrałam w Eksplodującego Durnia.

Później
Przegrałam w Szachy Czarodziejów.

Później
Przegrałam w Gargulki.

Później
Uczyłam trójkę moich przyjaciół kilku mugolskich gier. Najbardziej spodobało im się makao.
Przegrałam w makao.
Ron zaproponował grę drużynami (był najlepszy a grałabym z nim) ale się nie zgodziłam. Zostałam więc sędzią, ale oni w połowie partii stwierdzili, że im się nudzi i zaczęli grać w pokera na Fasolki Wszystkich Smaków, chociaż Harry forsował rozbieranego.  Ginny ustawiła go jednak do pionu twierdząc, że jeżeli w niego zagrają to ona porzuci Wybrańca, z powodu traumy, którą będzie mieć do końca życia.
Ron malowniczo spadł z krzesła.
{*}
Otworzyłam oczy, nieświadoma, jaki to mamy dzisiaj dzień. I, szczerze mówiąc, prawda mnie przygniotła.
Malfoy. Znowu. Dziś niedziela. Mam jakieś dziwne, jak to mugole mówią, deja vu. Ano tak, podobnie czułam się w piątek rano…
Wczoraj spędziłam z moimi przyjaciółmi cudowną, radosną sobotę: rozegraliśmy mały mecz quidditcha a potem wdaliśmy się w bójkę na… jedzenie. Tak, zdaję sobie sprawę jak dziwnie to brzmi ale Harry nie musiał rzucać we mnie rzepą. Na koniec prezentowaliśmy się okropnie… A kiedy wracaliśmy już do Pokoju Wspólnego, żeby zmyć z siebie to całe cholerstwo zobaczył nas Seamus Finnigan, który akurat trzymał w rękach tacę z gorącą herbatą (Zabini, draniu! HERBATA!). I tak jakoś wyszło, że ją upuścił… I to prosto na swoje nogi. Podobno ciężko się uszkodził tymi odłamkami porcelany.

Wykaz zysków i strat wynikających z bitwy:
Straty:
- 30 punktów dla Gryffindoru
Seamus nie dość, że poraniony to jeszcze w stanie ciężkiego urazu psychicznego. Zażywa teraz Prozac*. Mugole utrzymują, że to pomaga.
Wszyscy moi przyjaciele zapewne wystają teraz przy jego łóżku, bo czują się po prostu winni. Chyba do nich dołączę.
Potłuczone naczynia
Tygodniowy szlaban, od poniedziałku zaczynając.

Zyski:



Nic. Zero.
 Ale pomimo tego w mojej głowie tłucze się tylko myśl o Malfoyu…
No dobrze, czas się ubrać, wrócić do normalnego życia i pójść odwiedzić Seamusa. Może mógłby pożyczyć mi trochę Prozacu bo inaczej szlag mnie trafi a wtedy nie ręczę za siebie.
Po jakimś czasie, już ubrana poszłam prosto do skrzydła szpitalnego. Pukając, znowu odczuwałam ten dziwny lęk… Seamus na mnie nakrzyczy czy może przywita z otwartymi ramionami?
Weszłam i zastałam budzący spokój widok: Harry, Ginny i Ron uczyli pacjenta gry w makao. Uśmiechnęłam się, zadowolona. Mogłabym zostać tutaj i patrzeć na szczęśliwych ludzi latami.
- Hej Seamus – przywitałam się miło. – Co u ciebie?
- Jest dobrze, dziękuję, Hermiono. Samotność mi nie dokucza, popatrz tylko – wskazał na śpiącą na łóżku obok Pansy Parkinson.
- Współczuję – stwierdził trochę uprzedzony do Ślizgonów Harry.
- Wcale nie. Ona się tak śmiesznie złości. Fajnie ją wkurzać.
- A co jej się stało? – spytałam ciekawsko.
- To co mi po prostu doznała ciężkiego, ale nie pokaleczyła się przynajmniej potłuczoną porcelaną. Teraz zażywa Prozac.
- A co to? I dobre to jest? – wtrącił się Ron.
- Seamus się roześmiał.
- Średnio, wiesz? To taki mugolski lek. – Tu Ron wybałuszył oczy jeszcze bardziej.
Wymieniłam z Ginny porozumiewawcze spojrzenia a Ruda zachichotała mimowolnie.
- Zagramy jeszcze partyjkę w Eksplodującego Durnia?
-Pewnie! – zawołał Harry. – Hermiona jest w to najlepsza!
- Przekonacie się – rzuciłam. Teraz musiałam się zmobilizować. Wygram to.
Na pewno.

Później
Przegrałam. Seamus na widok mojej miny dostał niekontrolowanego ataku śmiechu i musiał zażyć podwójną porcję Prozacu.
- Wypchaj się nim – mruknęłam.
- Prze... Przepraszam… Po prostu nie mogę… Ludzie, ależ ona słabo gra…! – ryknął tak, że obudził Pansy Parkinson, która zwróciła na niego z wyrzutem swoje czarne oczy.
Ze swojego gabinetu wyszła nagle pani Pomfrey i aż zamarła, widząc trojkę chichoczących uczniów, jednego w konwulsjach i dwie panny z nosem na kwintę, z czego jedną w łóżku. Szczerze mówiąc, przyszła w bardzo odpowiednim momencie, bo twarz Seamusa zaczynała powoli zmieniać kolor. Nie do twarzy mu w zielonym. 
I tak skończyła się moja druga już przygoda w skrzydle szpitalnym. Jeśli miałabym wybierać, to ta była zdecydowanie przyjemniejsza. Wolę przegrywać w Eksplodującego Durnia niż gaworzyć sobie z Malfoyem na jakikolwiek temat.
Będąc już na korytarzu wiedziałam, co mnie czeka.
Plan na dziś:
- Odrabianie prac domowych
- Szybki lunch
- Spotkanie z Draco Malfoyem, idiotą, narcyzem, imbecylem, etc, etc.
- Odrabianie prac domowych
- Pójście spać, ewentualnie chwila z przyjaciółmi
Ten dzień prezentował się nudno i żałośnie, ale cóż, bywały gorsze. Na przykład wtedy, gdy wypiłam eliksir wielosokowy, w wyniku czego stałam się kotem. Albo wtedy, gdy moje przednie zęby urosły do monstrualnych rozmiarów.
I jeszcze ten dzień, kiedy Malfoy nazwał mnie… szlamą.
Dlaczego tak mocno wstydziłam się tego, kim jestem? Widocznie tak wpłynęło na mnie otoczenie. Wmówiono mi, że jestem gorsza od innych i nawet wtedy, gdy Voldemorta już nie ma wciąż zastanawiam się, jak potoczyłoby się moje życie, gdybym urodziła się w rodzinie magicznej.
Na pewno byłoby inaczej. Oczami wyobraźni widziałam już siebie: akceptowaną, roześmianą, pewną siebie… Lepszą wersję Hermiony Granger.  Wstrzymałam na chwilę oddech… I zbyt mocno przycisnęłam piórem, w wyniku czego zrobiłam wielką , atramentową dziurę w pergaminie. Cudownie.
- Reparo – mruknął Ron patrząc na mnie z troską. Posłałam mu ciepły uśmiech. Byłam pod wrażeniem, że ten człowiek tak bardzo dbał o mnie. Zawsze był przy mnie, gdy go potrzebowałam, wspierał mnie radą i pocieszeniem, kiedy nie miałam sił i starał się jak umiał, by po prostu żyło mi się lepiej. Widziałam to i naprawdę doceniałam jego starania, ale nie w ten sposób, którego on by chciał. Nie kochałam Ronalda Weasleya. Nie potrafiłam, i to mnie tak rozdzierało.
To znaczy: darzyłam go takim uczuciem, jakim można pokochać brata. Był dla mnie jedną z najważniejszych osób na świecie, ale nie potrafiłam popatrzeć na niego w ten inny sposób.
- Dużo jeszcze tego macie? – jęknęła Ginny znad swojego wypracowania.
- TAK! – rzuciliśmy jednocześnie ja, Harry i Ron.
{*}
Na szczęście po napisaniu obu esejów mogłam spokojnie zjeść lunch z moimi przyjaciółmi. Dzięki Godrykowi i pozostałym założycielom Hogwartu za posiłki! Zjadłam go z wielkim apetytem. Nawet bardziej niż z apetytem: zjadłam więcej od Rona.
Odruchowo patrząc na stół Ślizgonów zobaczyłam Malfoya. Wyglądał na kompletnie zdrowego i przybitego.  Kiedy zwrócił swój wzrok na mnie posłał mi spojrzenie, które zabija. 
Cóż, jeżeli zabija to na pewno nie Hermionę Granger. Wytrzymałam je i uśmiechnęłam się drwiąco a złowrogie spojrzenie Malfoya przybrało na sile.
- Nie ze mną te sztuczki, Malfoy – pomyślałam i odwróciłam się, by porozmawiać z Ginny.  Ta jednak słuchała wywodów Harry’ego o quidditchu. Stwierdziłam więc, że nie będę im przeszkadzać i przeniosłam swoje rzeczy trochę bliżej Rona, który chyba zdziwił się tym niespodziewanym odruchem bo opluł sobie szatę. Użyłam szybko zaklęcia czyszczącego i pomyślałam, że zamorduję te Ślizgonki, które gapią się na nas, śmiejąc się jak hieny. Potraktowałam je tym samym uśmiechem co Malfoya i nałożyłam sobie trochę szarlotki. Jedząc, spojrzałam na zegarek i wybałuszyłam oczy bo była już za kwadrans druga. Postanowiłam się zbierać.
No dobrze, piętnaście minut to dużo czasu, chociaż Malfoy wydaje się być człowiekiem, który nie toleruje spóźnień. Ale w sumie… Nie zaszkodziłoby mu chyba poczekać na kogoś?
- Nie! Idę do niego i koniec! – usłyszałam gdzieś obok swój głos. Świetnie. Tego jeszcze brakowało, przestałam kontrolować moje słowa.
- Do kogo? – spytała Ginny. Nie dokończyła, bo moja mina musiała powiedzieć jej wszystko.
- …Do Malfoya – dopowiedział za mnie Harry. – Eee… Baw się dobrze, Hermiono. 
Zaśmiałam się sucho.
- Tak, Harry. Na pewno będę.
- Zawsze mogę mu przywalić – powiedział Ron. – Tylko powiedz, dobra?
- Tak, Ron. Powiem ci. Obiecuję – odparłam, ściskając go po przyjacielsku.
Kiedy opuszczałam Wielką Salę spojrzenia moich przyjaciół mówiły: „Nie martw się, wszystko będzie dobrze”.
Wiedziałam już z góry, że nie będzie. No dobrze, może byłam trochę uprzedzona.
 Stałam na korytarzu, trzymając w rękach swoją szkolną torbę i błagając w duchu Malfoya, żeby się jednak nie pojawił. Może coś mu wypadło, albo Harry i Ron znowu rzucili się na niego z łapami? Lub ktoś inny wziął na swoje barki obowiązek przygotowywania go do tych przeklętych owutemów?
Serce tłukło się w mojej piersi jak spłoszony ptak, pragnący odfrunąć daleko. No dalej, Malfoy. Może byś tutaj przyszedł, co?
Cisza wydawała się dźwięczeć mi w uszach i myślałam już, że się nie pojawił, zażartował sobie ze mnie a w tej chwili siedzi z razem z innymi w Wielkiej Sali. Byłabym szczęśliwa, gdyby ta wersja okazała się prawdą…
Nagle podskoczyłam, słysząc odgłos zbliżających się kroków. Potem zza rogu wyłania się szczupła sylwetka oraz charakterystyczne jasne włosy. Patrząc na stojący w korytarzu zegar widzę, że jest dokładnie kwadrans po drugiej. A więc Malfoy jednak się pojawił. Jestem zgubiona.

- To co, Granger, posiedzimy i pozakuwamy trochę? – słyszę zimny, drwiący głos.
--------------------------------------------------------------------------------------------
* Nawiązanie do opowiadania "Draco Malfoy, zdumiewająco skoczny... szczur?". W jednej ze scen Seamus po zobaczeniu nagiego Malfoya w łóżku z Ronem dostał lekkiego urazu psychicznego i musiał zażywać Prozac.
PS. Zaczęłam pisać miniaturkę o przygodach pary Seamus\Prozac. Może pojawi się kiedyś właśnie tutaj! Proamus (tak, to nazwa paringu) jest moim własnym pomysłem, inspirowanym Drapple.