niedziela, 25 października 2015

Rozdział piąty: Szlama łopatozębna pospolita



------------------------------------------
Witam, witam i o zdrówko pytam :)
Nie było mnie aż przez tydzień. Nagły odpływ weny, przepraszam. 
Zacznijmy może od parafialnych. 
JESTEM Z WAS DUMNA! Zebraliśmy tyle komentarzy, że skaczę ze szczęścia. 
Dziękuję wszystkim użytkownikom (w tym Anonimkom), którzy je dodawali. 
Kocham was. 
Rozdział jest już wklejony więc nie przedłużając - "Pamiętnik" welcome to :)
Dzisiejszy rozdział z dedykacją dla MonaVeerax3 :) 
Byłaś pierwszą osobą dodającą regularne komentarz i za to masz Order Merlina! 

                                                       ------------------------------------------
I had a dream the other night
‘Bout how’d we only get one life
Woke me up right after two
Stayed awaken, stare at you
So I won’t lose my mind

I had a week that came from hell
And yes, I know that you could tell
But you’re like net under the ledge
When I go flying off the edge
You go flying off as well

And if we only die once
I wanna die with…

OneRepublic – Something I need
Ból. Panika. Ogień. I ona, biegnąca przez pole z koszmarnym uśmiechem.
Krzyczałam, ogarnięta wielkim strachem a mój krzyk mieszał się z wieloma innymi, których jednak nie potrafiłam zidentyfikować. Po mojej twarzy lały się łzy, ale ja na to nie zważałam.
Moje życie się skończyło.
 Czułam, że jakaś część mnie umarła, że została pochłonięta przez ogień, który był wszędzie dookoła i myślałam, że ten pochłonie wkrótce moje ciało. A byłam przecież jeszcze taka młoda!  
Jakimś cudem nie martwiłam się o to tak bardzo, jak zasmucał mnie ten fakt, że nie mogę zginąć za moich przyjaciół.
Było mi tylko źle, że tego, kogo najbardziej potrzebuję nie ma obok mnie, ze mną.
Chciałam, żeby to wszystko się skończyło i żebym wreszcie mogła umrzeć w spokoju.
Zamknęłam oczy... Ale w głowie wciąż słyszałam ten upiorny śmiech.
W oddali widziałam sylwetki Harry’ego, Rona i Ginny, którzy krzyczeli coś do mnie. Tak bardzo chciałam podbiec do nich, przytulić i cieszyć się nimi...
Ale nie potrafiłam. Stałam twardo przytwierdzona do ziemi.
Nawet nie zauważyłam, że tuż w moją pierś trafiło zaklęcie. Nie zmartwiło mnie to wcale – optymistycznie patrzyłam w przyszłość, która miała ofiarować mi nowe i lepsze życie. Byłam pewna, że umieranie nie boli. W końcu to tylko jedna setna sekundy, mniej niż mrugnięcie.
Spojrzałam po raz ostatni na niebo a nade mną błyszczały gwiazdy. Starałam się zapamiętać ten widok.
Żegnaj – pomyślałam.
Poczułam, że moja dusza opuszcza ciało i wznoszę się w górę , do lepszego świata w którym nikt nie cierpi, gdzie nie istnieje ból i cierpienie i nieznana jest wojna.
Rozpadam
Się
Na
Kawałki...
{*}
Obudziłam się około drugiej nad ranem, nie mogąc złapać tchu ani nawet przypomnieć sobie kim i gdzie jestem. Wiedziałam tylko jedno: że w Hogwarcie wydarzy się coś strasznego.
Bałam się. Nawet teraz nie potrafiłabym określić, czego konkretnie. 
Próbowałam złapać oddech, pragnąc zapomnieć. Spokojnie, to był tylko sen. Teraz mogę przewrócić się na drugi bok i zasnąć. Wszystko będzie dobrze.
Pośród tego całego chaosu w mojej głowie, wiedziałam jedno, jakby ten sen mnie oświecił i pozwolił zrozumieć sens istnienia: Mamy tylko jedno życie. I nie możemy go zmarnować, nie pozwalając sobie żyć pełnią.
Bo kiedy przyjdzie nam je stracić dopiero wtedy je docenimy.
Popatrzyłam jeszcze na zegar z kukułką – była druga w nocy.
Dwanaście godzin temu byłam w nieużywanej klasie z Draconem Malfoyem, skazana na jego towarzystwo. Świeciło słońce a na w pomieszczeniu słychać było radosne śmiechy uczniów bawiących się na błoniach.
Jak dobrze było być dzieckiem... Beztroskim, radosnym i niemartwiącym się o losy tego świata.
Nie mogłam zasnąć, myślałam więc o różnych rzeczach i osobach, nucąc pod nosem. Tak, to był piekielnie ciężki tydzień i sądzę, że odbiło się to na moim zachowaniu. I nie chodzi mi teraz o Harry’ego, Rona czy Rudą.
Miałam na myśli Malfoya. Potraktowałam go w naprawdę niemiły sposób, wręcz oschle.
Może to była pora zakopać już topór wojenny?
Tej nocy nie zmrużyłam więcej oka.
{*}

Kiedy wreszcie zwlekłam się z łóżka, aby ubrać się i uczesać (spakowałam się wieczorem) byłam kompletnie pozbawiona energii.  Zastanawiałam się, czy nie ukraść z kuchni odpowiedniego eliksiru ale stwierdziłam, że muszę wytrzymać jakoś tą nieprzespaną noc. Nie takie rzeczy się już robiło.
Schodząc na śniadanie byłam pełna niepokoju i miałam okropne przeczucie, że wszyscy mnie obserwują. Czułam na sobie wzrok Parvati i Lavender a na siadając przy stole kątem oka zauważyłam, że Draco Malfoy i Blaise pokazują mnie palcami innym Ślizgonom.  Poza tym widziałam, że Harry patrzy na mnie z coraz większą troską i powoli zaczęłam zastanawiać się, jak mogłabym wybyć z Wielkiej Sali w sposób, który nie budziłby żadnych podejrzeń.
Zaraz... Czyżbym próbowała opuścić lekcje?
W poniedziałek? Pierwszy i najważniejszy dzień tygodnia?
Nie poznaję sama siebie...
- Hermiono, czy na pewno wszystko w porządku? Dziwnie wyglądasz.
Spojrzałam z ociąganiem na Rona.
- Tak, jest dobrze. Dziękuję, Ron – powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.
Cudownie. Czeka nas teraz transmutacja, dwie godziny eliksirów (w tym z Malfoyem), numerologia a po niej przerwa na lunch. Następnie jeszcze historia magii.
To będzie pracowity dzień – myślałam, kierując się w stronę klasy do transmutacji.
Nagle jednak zauważyłam, że Snape przywołał mnie gestem do siebie i zrezygnowana podeszłam do niego.
- Panno Granger, jako korepetytor jest panienka zobowiązana do siedzenia obok pana Malfoya podczas posiłków. Co więc panna robi przy stole Gryffindoru?
Poczułam, że za chwilę mogę wybuchnąć ale postanowiłam jednak się bronić.
- Nie powiedział mi pan tego. Skąd mogłam wiedzieć? – odparłam obronnym tonem.
- Granger, za twój arogancki ton i niewypełnienie obowiązków Gryffindor traci piętnaście punktów.
- Ale... Dlaczego?
- Bez dyskusji. Na następnym posiłku proszę siedzieć przy panu Malfoyu – rzucił na odchodne Snape.
Dzięki temu cudownemu akcentowi spóźniłam się na pierwszą lekcję.
Z duszą na ramieniu weszłam do klasy, modląc się aby McGonagall nie odjęła mi żadnych punktów. Na szczęście tym razem mi się udało a przemienianie jeżozwierza w szczotkę poszło mi całkiem dobrze (Harry’emu i Ronowi może trochę mniej). Nie dostałam więc zadania domowego, co w pewien sposób mnie ucieszyło. Przynajmniej będę miała trochę więcej czasu dla siebie... A może nawet będę mogła go odespać.
Jednak prawdziwe piekło miały przynieść dopiero eliksiry. 
Zacznijmy od tego, że Slytherin uzyskał dziesięć dodatkowych punktów za ustawienie się przed salą.
Tym razem Snape miał również bardzo dobry humor, co objawiło się tym, że musiałam pracować z Milicentą (Harry posłał mi współczujące spojrzenie) i Zabinim.
Kiedy przeciskałam się między ławkami do swojego stanowiska starałam się ignorować Malfoya, który wymachiwał mi przed nosem moją nieudaną karykaturą z podpisem: „Szlama łopatozębna pospolita”.
 Wreszcie stanęłam przy kociołku, spoglądając na instrukcję przyrządzania Eliksiru Humoru.
- Witaj, Granger – wyszczerzył się do mnie Zabini. – Jak mija dzień?
Nie odpowiedziałam, zbyt dumna by z nim rozmawiać.
- „Szlama łopatozębna pospolita, głucha” – zarechotała tubalnie Buldstrode.
- Milicento, nie widzisz, że Hermionie jest przykro? – powiedział Blaise takim tonem, jakby mówił do wyjątkowo tępych mugoli w przedszkolu.
- Zakochałeś się, Zabini?
-Nie, po prostu maniery nakazują mi być w miarę miłym, jeśli pozwala na to sytuacja – powiedział, patrząc znacząco na mnie.
- A może po prostu zaczniecie siekać kwiatu bzu na eliksir? Czas ucieka! – przypomniałam.
- Cudowny pomysł – rzucił uprzejmie ślizgon.
O dziwo nawet Milicenta się przymknęła. Później mogłam spokojnie zwiększyć temperaturę wywaru i dodać ogony salamandry, jednak cały czas analizowałam sytuację.
Primo: Dlaczego Milicenta słuchała się Zabiniego?
No tak, był prefektem na miejsce Malfoya, którego ostatecznie zdegradowano z wywyższanie się i niesprawiedliwość.
Secundo: Dlaczego Blaise wydaje się być taki uprzejmy?
Cóż, w końcu jest ślizgonem, co oznacza spryt. A mądry taktyk wie, że ludzie mądrzejsi często pozostają na drugim planie... Czyli Zabini po prostu pozwolił mi przejąć ster, wyłącznie dla mojej przyjemności. Podziękowałam mu w duchu.
Nagle zauważyłam, że jednak muszę go poinstruować.
- Mmm, Zabini? Krzywo siekasz korzonki... – wydukałam niepewnie.
- „Szlama łopatozębna pospolita, głucha, wstydliwa” – zarechotała ponownie Milicenta.
Blaise taktownie zignorował Buldstrode.
- W takim razie możesz pokazać mi, jak to się robi?
Zgodziłam się z entuzjazmem. Z wyjątkiem Malfoya lubiłam uczyć innych.
- A więc musisz wziąć srebrny nóż w ten sposób... I siekać wzdłuż, o tak.
- W ten sposób, Granger?
- Nie – mruknęłam cicho. Jedynym sposobem pokazania Blaise’owi siekania korzonków było...
No dobrze.
W pierwszej klasie wraz z Harrym i Ronem pokonałam Diabelskie Sidła.
W drugiej odkryłam tajemnicę Bazyliszka.
Na trzecim roku pomogłam wskrzesić Hardodzioba i między innymi dzięki mnie niewinny Syriusz Black uciekł przed Pocałunkiem Dementora.
W czwartej klasie starałam się doprowadzić Harry’ego do rozwiązania zagadek Turnieju Trójmagicznego.
Rok później walczyłam ze śmierciożercami w Ministerstwie Magii.
Potem znowu spotkałam się na polu walki z poplecznikami Voldemorta.
 No i pomogłam odnaleźć i zniszczyć horkruksy...
A teraz bałam się po prostu chwycić dłonie Zabiniego i pokazać mu, jak kroi się cholerne korzonki.
Podeszłam więc do niego bliżej i po prostu chwyciłam jego ręce w swoje i przesunęłam nożem po składnikach, przyciskając lekko.
Kiedy odsunęłam się od Blaise’a ten uśmiechnął się do mnie a był to uśmiech, który wyrażał podziękowanie i napawał dziwnym spokojem.
Kątem oka zauważyłam, że obserwuje to wszystko Ron. Posłałam mu przepraszające spojrzenie.
W końcu nie miałam innego wyjścia, prawda?
Nagle zza moich pleców znikąd pojawił się Snape, który zamieszał powoli w naszym kociołku.
- Mikstura nie jest dokończona. Minus pięć punktów dla Gryffindoru, Granger.
- Panie profesorze – powiedziała Milicenta patrząc prosto na mnie – bo Granger podrywała Zabiniego, hehe...
- A więc panienka Granger musi być naprawdę mocno zdesperowana, skoro bierze się za kogoś takiego jak Zabini. W takim razie dodatkowe minus pięć za rozpraszanie się na lekcji.  A teraz się rozejść.
- „Szlama łopatozębna pospolita, głucha, wstydliwa, słaba podrywaczka” – dobiła mnie tęga ślizgonka.
Tego było za wiele. Sprawdziłam, czy Snape nie patrzy w naszą stronę i...
- Jęzlep – błyskawicznie rzuciłam zaklęcie. Zemsta jest słodka – myślałam, idąc na Starożytne runy.
Ta lekcja minęła mi bardzo szybko i udało mi się zarobić piętnaście punktów dla Gryffindoru. Idąc jednak przez korytarz w Wielkiej Sali wiedziałam, że teraz czeka mnie najgorsze: usiąść z Malfoyem podczas lunchu. Nie, nie mogę się uprzedzać. Na pewno będzie dobrze.
Zjęłąm miejsce pomiędzy Zabinim a Malfoyem. Ten pierwszy uśmiechnął się do mnie prawie przyjaźnie.
- Witamy szlamę łopatozębną pospolitą. Podobał ci się mój rysunek, Granger? Jeśli chcesz możesz dostać go na Walentynki, pod warunkiem, że będziesz bić mi pokłony przez, powiedzmy kilka lat – powiedział złośliwie Malfoy, a z jego twarzy nie schodził drwiący grymas.
- Bardzo chętnie. Jak było na transmutacji?  - postanowiłam zrobić to samo co Blaise. Być w miarę uprzejmą, jeżeli pozwala na to sytuacja.
- Cholernie źle. McSztywna się mnie uczepiła i odjęła punkty Slytherinowi... A ciebie nie powinno to interesować.
- Jestem twoim korepetytorem, Malfoy. Muszę to wiedzieć albo zawiadomię dyrektora. – powiedziałam swoim słynnym Tonem Pani Prefekt.
- Nie odzywaj się tak do mnie, nie jestem Wieprzlejem albo Bliznowatym... A oni chyba tęsknią za tobą, prawda? – wskazał palcem na moich przyjaciół.
- Minus pięć punktów dla Slytherinu za twoją arogancję.
- Jeszcze jeden taki tekst... A zobaczysz, Granger. Nie ze mną te twoje kujońskie numery. – wysyczał Dracon. Wyglądał na zdenerwowanego.
- Co mi zrobisz, Malfoy?
- Nic tak strasznego... Po prostu ustawię cię trochę do pionu – mruknął, a drwiący uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Niebezpieczny wariat – przemknęło mi przez myśl. Sadysta.
A przecież ostatnio wydawał mi się taki ludzki... Jakby zapomniał, że mnie nienawidzi i jesteśmy wrogami od pierwszego roku. Czyżby Malfoy obawiał się pokazać swoją prawdziwą twarz?
- Coś się stało, Hermiono? – usłyszałam głęboki, miły głos z nutką troski. Rozejrzałam się. Aha, widocznie Blaise awansował ze stopnia „Gentleman” do rangi Supermiłego.
- Wszystko dobrze – uśmiechnęłam się wymuszenie.
Poczułam, że ktoś przysuwa sobie mój talerz i nakłada na niego porządną porcję jedzenia.
- Masz, Granger – powiedział jadowicie Malfoy. – Jak nie będziesz się wymądrzać i zaczniesz wreszcie jeść to może będziesz w miarę znośna.
- Dziękuję. Chyba nie muszę ci się kłaniać, co Malfoy?
- Nie miałbym nic przeciwko temu.
{*}
Reszta dnia minęła mi w miarę spokojnie, poza tym mogłam wreszcie odpocząć od Ślizgonów. 
Byłam nawet tak wspaniałomyślna, że zgodziłam się znów przegrać w makao. Naprawdę wolę to niż bliskie spotkania z Malfoyem.
Tego wieczora miałam ochotę iść wykąpać się do Łazienki Prefektów. Skierowałam swe kroki prosto w jej stronę, niestety była zajęta.  A pod jej drzwiami stała blada postać o smukłej sylwetce i blond włosach...
Przed Łazienką Prefektów stał Draco.
- Co tu robisz? – rzuciłam. – Powinieneś być już w łóżku, Malfoy.
- Czekam na swoją kolej w łazience. Nie zauważyłaś, Granger? – spytał lodowatym tonem.
- Przypomnę ci uprzejmie, że nie jesteś już prefektem. Wyrzucono cię.
- Co z tego? Mam pozwolenie Zabiniego. A ty oczywiście wtykasz nos w nie swoje sprawy.
- Mam odjąć jeszcze kilka punktów Slytherinowi, Tchórzofretko? – spytałam. Teraz, gdy Draco pozbawiony był władzy mogłam odejmować mu punkty bez końca. I, szczerze mówiąc, miałam na to wielką ochotę.
- Nie zrobisz tego. – zaśmiał się Malfoy.
- Minus pięć punktów...
Z tamtego momentu pamiętam tylko jedno: że coś złapało mnie za włosy, odchylając  mi głowę do tyłu. Przy mojej twarzy widziałam drwiący uśmiech Malfoya.
- Już nigdy nie pozwalaj sobie na takie słowa wobec mnie. Rozumiesz, Granger? – powiedział nadzwyczaj spokojnie.
- Puść mnie... To boli – pisnęłam.
- Przepraszam – wypluł z siebie to słowo, jednak rozluźnił zdecydowanie chwyt.
W mojej głowie kołatały się najczarniejsze myśli. Co Malfoy może mi zrobić? W końcu jest byłym śmierciożercą...
Błagam, błagam, niech coś się stanie, niech ktoś przyjdzie i mnie uratuje... Co mam zrobić?
Nagle jednak drzwi otworzyły się a ja miałam ochotę rzucić się mojemu wybawcy na szyję. Z łazienki powoli wyszedł Zabini, przewiązany ręcznikiem w pasie.
- Co tu się... – powiedział, lekko zdenerwowany.
Wtedy Draco jednym, szybkim ruchem zebrał swoje rzeczy i pierzchnął do łazienki.
Blaise westchnął ciężko.
- Przepraszam cię za niego, Hermiono. Mam z nim porozmawiać?
Nie podniosłam wzroku.
Nie chciałam na niego spojrzeć.
Nie chciałam, by widział moje łzy i zakłopotanie.
Postanowiłam więc wybrać najprostsze rozwiązanie i zrobić to samo, co Malfoy.
Uciekłam.
{*}

                                                     ------------------------------------------
Znowu ogłoszenia :)
Znów może poproszę o dodawanie komentarzy. Nawet tych z krytyką (hejtem też, co mi tam!).
Powiem tak: Te malutkie notki pod rozdziałami są dla mnie cudowne.
Pozdrawiam Was cieplutko i nie dajcie się przeziębieniu. Możecie pić Actimel litrami. Kto wie, jakie będą efekty? ;)
SzachMATylda :).



16 komentarzy:

  1. Ah czyżby mi przypadł zaszczyt pierwszego komentatora tego rozdziału?
    Początek był po prostu NIESAMOWITY. Czytałam go kilka razy. Uwielbiam w tej opowieści zachowanie Draco - jest na prawdę nieobliczalny. I like it !
    Pozdrawiam gorąco i rozgrzewająco niczym łyk ognistej whisky!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Może zdradzę w tajemnicy, że dla Ciebie też szykuję się Order Merlina. :)
      Co do Dracze - może trochę zrobiłam z niego damskiego boksera. Szkoda.
      Dziękuję, ja również pozdrawiam! <3

      Usuń
  2. Kocham Draco tal samo jak Zabiniego. Snape jak to Snape był strasznie wredny. Ale blondas mnie trochę przeraża. Fajnie napisane choć trochę mało opisów. Przepraszam dzisiaj mam dzień że muszę się do wszystkiego doczepić. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo weny ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bierz Blasie'a. :) Ja preferuję Draco. Snape ogólnie w tym ficku nie będzie potulnym misiem i tutaj składam Snapeżonom przeprosiny.
      Tak, mało opisów. Zauważyłam, że końcówka jest strasznie napisana "na odczep się", Trza poprawić!
      Również ślę pozdrówka
      SzachMATylda :)

      Usuń
    2. Jestem Drarzoną w pełnej krasie ❤❤❤

      Usuń
    3. Jestem Drarzoną w pełnej krasie ❤❤❤

      Usuń
    4. Osz kuźwa.
      No dobra. Mogę wziąć Zabiniego. Też jest przystojny.
      PS. *Drażoną :)

      Usuń
    5. To zależy bo przez "ż" pisze się jeśli jest się psychofanką

      Usuń
    6. Oł, uświadomiłaś mi. Dzięki! :)

      Usuń
  3. Okej. Po przeanalizowaniu całego tekstu mam jedno zastrzeżenie.
    Końcówka jest dupna. Akcja toczy się zbyt szybko i za mało opisów.
    Dziś po powrocie z budki ją poprawiam, strzeżcie się! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję Ci za dedykację, to wiele dla mnie znaczy ^^

    Rozdział ja zwykle świetny, Hermiona przegenialna ( charakter najlepszy ^^ ) i ta słynna nieudana gra w makao xd i chyba podoba mi się Zabini (Jeżu... coś ty zrobiła;D)

    **Po raz kolejny przytoczę fragmenty:
    "Primo: Dlaczego Milicenta słuchała się Zabiniego?""
    Secundo: Dlaczego Blaise wydaje się być taki uprzejmy?"
    To są chyba zagadki, która będą mnie nurtowały przez dłuższy czas ^^ ZNOOOWU...

    Pozdrawiam i życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gra w makao - znak rozpoznawczy "Pamiętnika" :D
      Mi tam charakter Hermiony trochę zgrzyta - histeryczka z niej odrobinkę. No cóż, niestety upodobniłam ją trochę do mnie.
      A miej se zagadkę, dziecko, miej :D
      Również pozdrawiam.

      Usuń
  5. kiedy nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  6. 38 year-old Staff Accountant III Oates Sandland, hailing from McBride enjoys watching movies like Divine Horsemen: The Living Gods of Haiti and Kite flying. Took a trip to Medina of Fez and drives a Jaguar D-Type. Przeczytaj caly artykul

    OdpowiedzUsuń