------------------------------------------
Witam, witam i o zdrówko pytam :)
Nie było mnie aż przez tydzień. Nagły odpływ weny, przepraszam.
Zacznijmy może od parafialnych.
JESTEM Z WAS DUMNA! Zebraliśmy tyle komentarzy, że skaczę ze szczęścia.
Dziękuję wszystkim użytkownikom (w tym Anonimkom), którzy je dodawali.
Kocham was.
Rozdział jest już wklejony więc nie przedłużając - "Pamiętnik" welcome to :)
Dzisiejszy rozdział z dedykacją dla MonaVeerax3 :)
Byłaś pierwszą osobą dodającą regularne komentarz i za to masz Order Merlina!
------------------------------------------
I had a dream the other night
‘Bout how’d we only get one life
Woke me up right after two
Stayed awaken, stare at you
So I won’t lose my mind
I had a week that came from hell
And yes, I know that you could tell
But you’re like net under the ledge
When I go flying off the edge
You go flying off as well
And if we only die once
I wanna die with…
OneRepublic –
Something I need
Ból. Panika. Ogień.
I ona, biegnąca przez pole z koszmarnym uśmiechem.
Krzyczałam,
ogarnięta wielkim strachem a mój krzyk mieszał się z wieloma innymi, których
jednak nie potrafiłam zidentyfikować. Po mojej twarzy lały się łzy, ale ja na
to nie zważałam.
Moje życie się skończyło.
Czułam, że jakaś część mnie umarła, że została
pochłonięta przez ogień, który był wszędzie dookoła i myślałam, że ten
pochłonie wkrótce moje ciało. A byłam przecież jeszcze taka młoda!
Jakimś cudem nie
martwiłam się o to tak bardzo, jak zasmucał mnie ten fakt, że nie mogę zginąć
za moich przyjaciół.
Było mi tylko źle,
że tego, kogo najbardziej potrzebuję nie ma obok mnie, ze mną.
Chciałam, żeby to
wszystko się skończyło i żebym wreszcie mogła umrzeć w spokoju.
Zamknęłam oczy...
Ale w głowie wciąż słyszałam ten upiorny śmiech.
W oddali widziałam
sylwetki Harry’ego, Rona i Ginny, którzy krzyczeli coś do mnie. Tak bardzo
chciałam podbiec do nich, przytulić i cieszyć się nimi...
Ale nie potrafiłam.
Stałam twardo przytwierdzona do ziemi.
Nawet nie
zauważyłam, że tuż w moją pierś trafiło zaklęcie. Nie zmartwiło mnie to wcale –
optymistycznie patrzyłam w przyszłość, która miała ofiarować mi nowe i lepsze
życie. Byłam pewna, że umieranie nie boli. W końcu to tylko jedna setna
sekundy, mniej niż mrugnięcie.
Spojrzałam po raz
ostatni na niebo a nade mną błyszczały gwiazdy. Starałam się zapamiętać ten
widok.
Żegnaj –
pomyślałam.
Poczułam, że moja
dusza opuszcza ciało i wznoszę się w górę , do lepszego świata w którym nikt
nie cierpi, gdzie nie istnieje ból i cierpienie i nieznana jest wojna.
Rozpadam
Się
Na
Kawałki...
{*}
Obudziłam się około drugiej nad ranem, nie mogąc złapać
tchu ani nawet przypomnieć sobie kim i gdzie jestem. Wiedziałam tylko jedno: że
w Hogwarcie wydarzy się coś strasznego.
Bałam się. Nawet teraz nie potrafiłabym określić, czego
konkretnie.
Próbowałam złapać oddech, pragnąc zapomnieć. Spokojnie,
to był tylko sen. Teraz mogę przewrócić się na drugi bok i zasnąć. Wszystko
będzie dobrze.
Pośród tego całego chaosu w mojej głowie, wiedziałam
jedno, jakby ten sen mnie oświecił i pozwolił zrozumieć sens istnienia: Mamy
tylko jedno życie. I nie możemy go zmarnować, nie pozwalając sobie żyć pełnią.
Bo kiedy przyjdzie nam je stracić dopiero wtedy je
docenimy.
Popatrzyłam jeszcze na zegar z kukułką – była druga w
nocy.
Dwanaście godzin temu byłam w nieużywanej klasie z
Draconem Malfoyem, skazana na jego towarzystwo. Świeciło słońce a na w
pomieszczeniu słychać było radosne śmiechy uczniów bawiących się na błoniach.
Jak dobrze było być dzieckiem... Beztroskim, radosnym i
niemartwiącym się o losy tego świata.
Nie mogłam zasnąć, myślałam więc o różnych rzeczach i
osobach, nucąc pod nosem. Tak, to był piekielnie ciężki tydzień i sądzę, że
odbiło się to na moim zachowaniu. I nie chodzi mi teraz o Harry’ego, Rona czy
Rudą.
Miałam na myśli Malfoya. Potraktowałam go w naprawdę
niemiły sposób, wręcz oschle.
Może to była pora zakopać już topór wojenny?
Tej nocy nie zmrużyłam więcej oka.
{*}
Kiedy wreszcie zwlekłam się z łóżka, aby ubrać się i
uczesać (spakowałam się wieczorem) byłam kompletnie pozbawiona energii. Zastanawiałam się, czy nie ukraść z kuchni
odpowiedniego eliksiru ale stwierdziłam, że muszę wytrzymać jakoś tą
nieprzespaną noc. Nie takie rzeczy się już robiło.
Schodząc na śniadanie byłam pełna niepokoju i miałam
okropne przeczucie, że wszyscy mnie obserwują. Czułam na sobie wzrok Parvati i
Lavender a na siadając przy stole kątem oka zauważyłam, że Draco Malfoy i
Blaise pokazują mnie palcami innym Ślizgonom.
Poza tym widziałam, że Harry patrzy na mnie z coraz większą troską i
powoli zaczęłam zastanawiać się, jak mogłabym wybyć z Wielkiej Sali w sposób,
który nie budziłby żadnych podejrzeń.
Zaraz... Czyżbym próbowała opuścić lekcje?
W poniedziałek? Pierwszy i najważniejszy dzień tygodnia?
Nie poznaję sama siebie...
- Hermiono, czy na pewno wszystko w porządku? Dziwnie
wyglądasz.
Spojrzałam z ociąganiem na Rona.
- Tak, jest dobrze. Dziękuję, Ron – powiedziałam, patrząc
mu prosto w oczy.
Cudownie. Czeka nas teraz transmutacja, dwie godziny
eliksirów (w tym z Malfoyem), numerologia a po niej przerwa na lunch. Następnie
jeszcze historia magii.
To będzie pracowity dzień – myślałam, kierując się w
stronę klasy do transmutacji.
Nagle jednak zauważyłam, że Snape przywołał mnie gestem
do siebie i zrezygnowana podeszłam do niego.
- Panno Granger, jako korepetytor
jest panienka zobowiązana do siedzenia obok pana Malfoya podczas posiłków.
Co więc panna robi przy stole Gryffindoru?
Poczułam, że za chwilę mogę wybuchnąć ale postanowiłam
jednak się bronić.
- Nie powiedział mi pan tego. Skąd mogłam wiedzieć? –
odparłam obronnym tonem.
- Granger, za twój arogancki ton i niewypełnienie
obowiązków Gryffindor traci piętnaście punktów.
- Ale... Dlaczego?
- Bez dyskusji. Na następnym posiłku proszę siedzieć przy
panu Malfoyu – rzucił na odchodne Snape.
Dzięki temu cudownemu akcentowi spóźniłam się na pierwszą
lekcję.
Z duszą na ramieniu weszłam do klasy, modląc się aby
McGonagall nie odjęła mi żadnych punktów. Na szczęście tym razem mi się udało a
przemienianie jeżozwierza w szczotkę poszło mi całkiem dobrze (Harry’emu i
Ronowi może trochę mniej). Nie dostałam więc zadania domowego, co w pewien
sposób mnie ucieszyło. Przynajmniej będę miała trochę więcej czasu dla
siebie... A może nawet będę mogła go odespać.
Jednak prawdziwe piekło miały przynieść dopiero
eliksiry.
Zacznijmy od tego, że Slytherin uzyskał dziesięć
dodatkowych punktów za ustawienie się przed salą.
Tym razem Snape miał również bardzo dobry humor, co
objawiło się tym, że musiałam pracować z Milicentą (Harry posłał mi
współczujące spojrzenie) i Zabinim.
Kiedy przeciskałam się między ławkami do swojego
stanowiska starałam się ignorować Malfoya, który wymachiwał mi przed nosem moją
nieudaną karykaturą z podpisem: „Szlama łopatozębna pospolita”.
Wreszcie stanęłam
przy kociołku, spoglądając na instrukcję przyrządzania Eliksiru Humoru.
- Witaj, Granger – wyszczerzył się do mnie Zabini. – Jak
mija dzień?
Nie odpowiedziałam, zbyt dumna by z nim rozmawiać.
- „Szlama łopatozębna pospolita, głucha” – zarechotała
tubalnie Buldstrode.
- Milicento, nie widzisz, że Hermionie jest przykro? –
powiedział Blaise takim tonem, jakby mówił do wyjątkowo tępych mugoli w
przedszkolu.
- Zakochałeś się, Zabini?
-Nie, po prostu maniery nakazują mi być w miarę miłym,
jeśli pozwala na to sytuacja – powiedział, patrząc znacząco na mnie.
- A może po prostu zaczniecie siekać kwiatu bzu na
eliksir? Czas ucieka! – przypomniałam.
- Cudowny pomysł – rzucił uprzejmie ślizgon.
O dziwo nawet Milicenta się przymknęła. Później mogłam
spokojnie zwiększyć temperaturę wywaru i dodać ogony salamandry, jednak cały
czas analizowałam sytuację.
Primo: Dlaczego Milicenta słuchała się Zabiniego?
No tak, był prefektem na miejsce Malfoya, którego
ostatecznie zdegradowano z wywyższanie się i niesprawiedliwość.
Secundo: Dlaczego Blaise wydaje się być taki uprzejmy?
Cóż, w końcu jest ślizgonem, co oznacza spryt. A mądry
taktyk wie, że ludzie mądrzejsi często pozostają na drugim planie... Czyli
Zabini po prostu pozwolił mi przejąć ster, wyłącznie dla mojej przyjemności.
Podziękowałam mu w duchu.
Nagle zauważyłam, że jednak muszę go poinstruować.
- Mmm, Zabini? Krzywo siekasz korzonki... – wydukałam
niepewnie.
- „Szlama łopatozębna pospolita, głucha, wstydliwa” –
zarechotała ponownie Milicenta.
Blaise taktownie zignorował Buldstrode.
- W takim razie możesz pokazać mi, jak to się robi?
Zgodziłam się z entuzjazmem. Z wyjątkiem Malfoya lubiłam
uczyć innych.
- A więc musisz wziąć srebrny nóż w ten sposób... I
siekać wzdłuż, o tak.
- W ten sposób, Granger?
- Nie – mruknęłam cicho. Jedynym sposobem pokazania
Blaise’owi siekania korzonków było...
No dobrze.
W pierwszej klasie wraz z Harrym i Ronem pokonałam
Diabelskie Sidła.
W drugiej odkryłam tajemnicę Bazyliszka.
Na trzecim roku pomogłam wskrzesić Hardodzioba i między
innymi dzięki mnie niewinny Syriusz Black uciekł przed Pocałunkiem Dementora.
W czwartej klasie starałam się doprowadzić Harry’ego do
rozwiązania zagadek Turnieju Trójmagicznego.
Rok później walczyłam ze śmierciożercami w Ministerstwie
Magii.
Potem znowu spotkałam się na polu walki z poplecznikami
Voldemorta.
No i pomogłam
odnaleźć i zniszczyć horkruksy...
A teraz bałam się po prostu chwycić dłonie Zabiniego i
pokazać mu, jak kroi się cholerne korzonki.
Podeszłam więc do niego bliżej i po prostu chwyciłam jego
ręce w swoje i przesunęłam nożem po składnikach, przyciskając lekko.
Kiedy odsunęłam się od Blaise’a ten uśmiechnął się do
mnie a był to uśmiech, który wyrażał podziękowanie i napawał dziwnym spokojem.
Kątem oka zauważyłam, że obserwuje to wszystko Ron.
Posłałam mu przepraszające spojrzenie.
W końcu nie miałam innego wyjścia, prawda?
Nagle zza moich pleców znikąd pojawił się Snape, który
zamieszał powoli w naszym kociołku.
- Mikstura nie jest
dokończona. Minus pięć punktów dla Gryffindoru, Granger.
- Panie profesorze – powiedziała Milicenta patrząc prosto
na mnie – bo Granger podrywała Zabiniego, hehe...
- A więc panienka Granger musi być naprawdę mocno
zdesperowana, skoro bierze się za kogoś takiego jak Zabini. W takim razie
dodatkowe minus pięć za rozpraszanie się na lekcji. A teraz się rozejść.
- „Szlama łopatozębna pospolita, głucha, wstydliwa, słaba
podrywaczka” – dobiła mnie tęga ślizgonka.
Tego było za wiele. Sprawdziłam, czy Snape nie patrzy w
naszą stronę i...
- Jęzlep – błyskawicznie
rzuciłam zaklęcie. Zemsta jest słodka – myślałam, idąc na Starożytne runy.
Ta lekcja minęła mi bardzo szybko i udało mi się zarobić
piętnaście punktów dla Gryffindoru. Idąc jednak przez korytarz w Wielkiej Sali
wiedziałam, że teraz czeka mnie najgorsze: usiąść z Malfoyem podczas lunchu.
Nie, nie mogę się uprzedzać. Na pewno będzie dobrze.
Zjęłąm miejsce pomiędzy Zabinim a Malfoyem. Ten pierwszy
uśmiechnął się do mnie prawie przyjaźnie.
- Witamy szlamę łopatozębną pospolitą. Podobał ci się mój
rysunek, Granger? Jeśli chcesz możesz dostać go na Walentynki, pod warunkiem,
że będziesz bić mi pokłony przez, powiedzmy kilka lat – powiedział złośliwie
Malfoy, a z jego twarzy nie schodził drwiący grymas.
- Bardzo chętnie. Jak było na transmutacji? - postanowiłam zrobić to samo co Blaise. Być w
miarę uprzejmą, jeżeli pozwala na to sytuacja.
- Cholernie źle. McSztywna się mnie uczepiła i odjęła
punkty Slytherinowi... A ciebie nie powinno to interesować.
- Jestem twoim korepetytorem, Malfoy. Muszę to wiedzieć
albo zawiadomię dyrektora. – powiedziałam swoim słynnym Tonem Pani Prefekt.
- Nie odzywaj się tak do mnie, nie jestem Wieprzlejem
albo Bliznowatym... A oni chyba tęsknią za tobą, prawda? – wskazał palcem na
moich przyjaciół.
- Minus pięć punktów dla Slytherinu za twoją arogancję.
- Jeszcze jeden taki tekst... A zobaczysz, Granger. Nie
ze mną te twoje kujońskie numery. – wysyczał Dracon. Wyglądał na
zdenerwowanego.
- Co mi zrobisz, Malfoy?
- Nic tak strasznego... Po prostu ustawię cię trochę do
pionu – mruknął, a drwiący uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Niebezpieczny
wariat – przemknęło mi przez myśl. Sadysta.
A przecież ostatnio wydawał mi się taki ludzki... Jakby
zapomniał, że mnie nienawidzi i jesteśmy wrogami od pierwszego roku. Czyżby
Malfoy obawiał się pokazać swoją prawdziwą twarz?
- Coś się stało, Hermiono? – usłyszałam głęboki, miły
głos z nutką troski. Rozejrzałam się. Aha, widocznie Blaise awansował ze
stopnia „Gentleman” do rangi Supermiłego.
- Wszystko dobrze – uśmiechnęłam się wymuszenie.
Poczułam, że ktoś przysuwa sobie mój talerz i nakłada na
niego porządną porcję jedzenia.
- Masz, Granger – powiedział jadowicie Malfoy. – Jak nie
będziesz się wymądrzać i zaczniesz wreszcie jeść to może będziesz w miarę
znośna.
- Dziękuję. Chyba nie muszę ci się kłaniać, co Malfoy?
- Nie miałbym nic przeciwko temu.
{*}
Reszta dnia minęła mi w miarę spokojnie, poza tym mogłam
wreszcie odpocząć od Ślizgonów.
Byłam nawet tak wspaniałomyślna, że zgodziłam się znów
przegrać w makao. Naprawdę wolę to niż bliskie spotkania z Malfoyem.
Tego wieczora miałam ochotę iść wykąpać się do Łazienki
Prefektów. Skierowałam swe kroki prosto w jej stronę, niestety była zajęta. A pod jej drzwiami stała blada postać o
smukłej sylwetce i blond włosach...
Przed Łazienką Prefektów stał Draco.
- Co tu robisz? – rzuciłam. – Powinieneś być już w łóżku,
Malfoy.
- Czekam na swoją kolej w łazience. Nie zauważyłaś,
Granger? – spytał lodowatym tonem.
- Przypomnę ci uprzejmie, że nie jesteś już prefektem. Wyrzucono cię.
- Co z tego? Mam pozwolenie Zabiniego. A ty oczywiście
wtykasz nos w nie swoje sprawy.
- Mam odjąć jeszcze kilka punktów Slytherinowi,
Tchórzofretko? – spytałam. Teraz, gdy Draco pozbawiony był władzy mogłam
odejmować mu punkty bez końca. I, szczerze mówiąc, miałam na to wielką ochotę.
- Nie zrobisz tego. – zaśmiał się Malfoy.
- Minus pięć punktów...
Z tamtego momentu pamiętam tylko jedno: że coś złapało
mnie za włosy, odchylając mi głowę do
tyłu. Przy mojej twarzy widziałam drwiący uśmiech Malfoya.
- Już nigdy nie pozwalaj sobie na takie słowa wobec mnie.
Rozumiesz, Granger? – powiedział nadzwyczaj spokojnie.
- Puść mnie... To boli – pisnęłam.
- Przepraszam –
wypluł z siebie to słowo, jednak rozluźnił zdecydowanie chwyt.
W mojej głowie kołatały się najczarniejsze myśli. Co Malfoy może mi zrobić? W końcu jest
byłym śmierciożercą...
Błagam, błagam,
niech coś się stanie, niech ktoś przyjdzie i mnie uratuje... Co mam zrobić?
Nagle jednak drzwi otworzyły się a ja miałam ochotę
rzucić się mojemu wybawcy na szyję. Z łazienki powoli wyszedł Zabini,
przewiązany ręcznikiem w pasie.
- Co tu się... – powiedział, lekko zdenerwowany.
Wtedy Draco jednym, szybkim ruchem zebrał swoje rzeczy i
pierzchnął do łazienki.
Blaise westchnął ciężko.
- Przepraszam cię za niego, Hermiono. Mam z nim
porozmawiać?
Nie podniosłam wzroku.
Nie chciałam na niego spojrzeć.
Nie chciałam, by widział moje łzy i zakłopotanie.
Postanowiłam więc wybrać najprostsze rozwiązanie i zrobić
to samo, co Malfoy.
Uciekłam.
{*}
Znowu ogłoszenia :)
Znów może poproszę o dodawanie komentarzy. Nawet tych z krytyką (hejtem też, co mi tam!).
Powiem tak: Te malutkie notki pod rozdziałami są dla mnie cudowne.
Pozdrawiam Was cieplutko i nie dajcie się przeziębieniu. Możecie pić Actimel litrami. Kto wie, jakie będą efekty? ;)
SzachMATylda :).
Ah czyżby mi przypadł zaszczyt pierwszego komentatora tego rozdziału?
OdpowiedzUsuńPoczątek był po prostu NIESAMOWITY. Czytałam go kilka razy. Uwielbiam w tej opowieści zachowanie Draco - jest na prawdę nieobliczalny. I like it !
Pozdrawiam gorąco i rozgrzewająco niczym łyk ognistej whisky!
Dziękuję.
UsuńMoże zdradzę w tajemnicy, że dla Ciebie też szykuję się Order Merlina. :)
Co do Dracze - może trochę zrobiłam z niego damskiego boksera. Szkoda.
Dziękuję, ja również pozdrawiam! <3
Kocham Draco tal samo jak Zabiniego. Snape jak to Snape był strasznie wredny. Ale blondas mnie trochę przeraża. Fajnie napisane choć trochę mało opisów. Przepraszam dzisiaj mam dzień że muszę się do wszystkiego doczepić. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo weny ❤❤❤
OdpowiedzUsuńTo bierz Blasie'a. :) Ja preferuję Draco. Snape ogólnie w tym ficku nie będzie potulnym misiem i tutaj składam Snapeżonom przeprosiny.
UsuńTak, mało opisów. Zauważyłam, że końcówka jest strasznie napisana "na odczep się", Trza poprawić!
Również ślę pozdrówka
SzachMATylda :)
Jestem Drarzoną w pełnej krasie ❤❤❤
UsuńJestem Drarzoną w pełnej krasie ❤❤❤
UsuńOsz kuźwa.
UsuńNo dobra. Mogę wziąć Zabiniego. Też jest przystojny.
PS. *Drażoną :)
To zależy bo przez "ż" pisze się jeśli jest się psychofanką
UsuńOł, uświadomiłaś mi. Dzięki! :)
UsuńOkej. Po przeanalizowaniu całego tekstu mam jedno zastrzeżenie.
OdpowiedzUsuńKońcówka jest dupna. Akcja toczy się zbyt szybko i za mało opisów.
Dziś po powrocie z budki ją poprawiam, strzeżcie się! ;)
All right, poprawione! :D
UsuńBardzo dziękuję Ci za dedykację, to wiele dla mnie znaczy ^^
OdpowiedzUsuńRozdział ja zwykle świetny, Hermiona przegenialna ( charakter najlepszy ^^ ) i ta słynna nieudana gra w makao xd i chyba podoba mi się Zabini (Jeżu... coś ty zrobiła;D)
**Po raz kolejny przytoczę fragmenty:
"Primo: Dlaczego Milicenta słuchała się Zabiniego?""
Secundo: Dlaczego Blaise wydaje się być taki uprzejmy?"
To są chyba zagadki, która będą mnie nurtowały przez dłuższy czas ^^ ZNOOOWU...
Pozdrawiam i życzę weny ;*
Gra w makao - znak rozpoznawczy "Pamiętnika" :D
UsuńMi tam charakter Hermiony trochę zgrzyta - histeryczka z niej odrobinkę. No cóż, niestety upodobniłam ją trochę do mnie.
A miej se zagadkę, dziecko, miej :D
Również pozdrawiam.
YEEEEEEEEHAW! Dziękuję! <3
OdpowiedzUsuńkiedy nowy rozdział?
OdpowiedzUsuń38 year-old Staff Accountant III Oates Sandland, hailing from McBride enjoys watching movies like Divine Horsemen: The Living Gods of Haiti and Kite flying. Took a trip to Medina of Fez and drives a Jaguar D-Type. Przeczytaj caly artykul
OdpowiedzUsuń